Choć przez jej działania Kamieńskie Towarzystwo Budownictwa Społecznego musiało zwracać Bankowi Ochrony Środowiska blisko 300 tys. złotych, a w Sądzie toczy się sprawa o 430 tys. złotych odszkodowania dla jednej ze Wspólnot Mieszkaniowych, to stojąca obecnie na czele trzebiatowskiej gminnej spółki Zakład Budynków Komunalnych prezes Renata Bielaszewska – Mamzer aspiruje do kolejnych funkcji. Tym razem chodzi o funkcję doradcy ds. rewitalizacji Alei Wojska Polskiego. Bielaszewska – Mamzer chciałaby otrzymywać za swoje usługi 15 tys. złotych brutto miesięcznie. O sprawie informuje dzisiejsza Gazeta Wyborcza. 

Gmina Szczecin po raz drugi szuka doradcy, który pomógłby przy rewitalizacji obszaru przestrzeni publicznej i zabudowy śródmiejskiego odcinka Alei Wojska Polskiego w Szczecinie, współfinansowanego ze środków Unii Europejskiej w ramach Programu Operacyjnego Pomoc Techniczna 2014-2020, wybranego w konkursie na „Modelową rewitalizację miast”. Pierwsze postępowanie związane z tym zadaniem miało miejsce w grudniu 2016 roku. Jedyną ofertą, która wpłynęła do szczecińskiego magistratu była ta złożona przez Renatę Bielaszewską – Mamzer, wtedy za swoje usługi doradcze chciała 13 tys. zł miesięcznie. Postępowanie jednak unieważniono. 10 kwietnia w Biuletynie Informacji Publicznej pojawiło się kolejne, na które znów wpłynęła oferta Bielaszewskiej – Mamzer. Tym razem jej doradztwo ma kosztować 15 tys. złotych miesięcznie, a łącznie Szczecin przeznaczyłby na ten cel 305 tys. zł.

„Spadek” po byłej prezes

To przez działania byłej prezes Bielaszewskiej – Mamzer, spółka z Kamienia Pomorskiego musiała zwrócić Bankowi Ochrony Środowiska 276 tys. zł. w związku z nieprawidłowościami ujawnionymi przez Urząd Zamówień Publicznych przy realizacji budowy parkingu. Kontrolerzy z Urzędu Zamówień Publicznych po przeprowadzeniu analizy dokumentów dopatrzyli się szeregu nieprawidłowości w tym m.in. braków w dokumentacji, braku odpowiedniej kadry u wykonawcy a także niezgodne z przepisami aneksowanie inwestycji przez byłą prezes KTBS. Budowa parkingu powinna odbyć się w ramach nowego zamówienia. – Tymczasem zamawiający jedynie w drodze aneksu, bez przeprowadzenia nowego postępowania, udzielił zamówienie na przedmiot tak istotnie różny od pierwotnego, że w istocie zupełnie nowy. Nie sposób bowiem uznać, że parking wielopoziomowy jest tym samym, co parking naziemny– czytamy w piśmie prezesa Urzędu Zamówień Publicznych.

W rozmowie z reporterem Gazety Wyborczej prezes Bielaszewska – Mamzer nie widzi związku. – A co to ma wspólnego z przetargiem na rewitalizację Alei Wojska Polskiego w Szczecinie? Szczegółów tej kontroli nie znam. Nie jestem stroną. W momencie, gdy była przeprowadzana, nie byłam już prezesem TBS. – stwierdza. Na pytanie, jak będzie łączyć pracę w Trzebiatowie z pracą w Szczecinie, odpowiedziała, że ma odpowiednie zasoby kadrowe. I poprosiła o pytania na piśmie.

To jednak nie jedyne działanie Renaty Bielaszewskiej-Mamzer, którego konsekwencje spółka z Kamienia Pomorskiego odczuwa do dziś. Sąd Okręgowy w Szczecinie rozpatruje sprawę z powództwa Wspólnoty Mieszkaniowej „Bajka” przeciwko Kamieńskiemu Towarzystwu Budownictwa Społecznego w Kamieniu Pomorskim. Wszystko przez brak porozumienia poprzedniej prezes KTBS w sprawie usunięcia usterek, wycenianych pierwotnie przez Wspólnotę na 29 tys. złotych. Po zbadaniu sprawy przez biegłego sądowego, oficjalnie żądanie wzrosło do ponad 430 tys. złotych.

Pierwsze zgłoszenia dotyczące usterek sygnalizowaliśmy TBS-owi jesienią 2011 r. U jednej z mieszkanek zimą na skosach pojawił się lód. Wiem, że coś TBS uzupełniał w oknach połaciowych, ale to niewiele dało. Wady były zgłoszone oficjalnie pismem po raz pierwszy chyba w styczniu 2012 r. W odpowiedzi na te pisma informowano, że wszystko jest w porządku. Próbowali potem coś naprawiać, ale to były drobne naprawy, jak niedomykające się drzwi na klatkę schodową. W końcu zdecydowaliśmy się zasięgnąć opinii biegłej, którą znaleźliśmy w internecie. Była w szoku, że nowy budynek może być w takim stanie. Jej opinia przekazana została do TBS, ale tam została zakwestionowana, włącznie z uprawnieniami biegłej. Chcieliśmy także zawrzeć ugodę przed sądem, ale Prezes Bielaszewska-Mamzer się nie zgodziła– zeznał przed kamieńskim sądem Mirosław Majcher.

Sprawa bez efektów ciągnęła się prawie dwa lata. Rozpaczliwe prośby mieszkańców i opinie biegłych nie trafiały jednak do ówczesnej prezes KTBS. Gra na czas trwała w najlepsze. W jednym z pism była prezes kwestionowała nawet umocowanie prawne reprezentującego mieszkańców Wspólnoty prawnika. 6 maja 2014 roku do Kamieńskiego TBS wpływa ostateczne przedprocesowe wezwanie do ugody. Widnieje na nim kwota 29.260 złotych oraz lista 12 wad i kosztorys. W związku z brakiem kompromisu sprawa kończy się w Sądzie.

KTBS za pośrednictwem swoich prawników wnosi m.in. o oddalenie powództwa w całości. Sędzia nie posiadający technicznej wiedzy postanowiła posłużyć się opinią biegłego. Ten zapoznał się z dokumentacją, osobiście odwiedził blok i po dokonaniu oględzin przygotował kilkunastostronicową opinię. Inż bud. Michał Uniejewski ze Szczecina, nie przebierając w słowach przed Sądem przekonywał, że wady których usunięcia domagała się Wspólnota Mieszkaniowa „Bajka” są mało istotne wobec tych, które on podaje w swojej opinii. Wartość robót naprawczych oszacował pierwotnie na 456 tys. zł. Nikt już nie chce rozmawiać o ugodzie i pierwotnych 29 tysiącach.

Rewitalizacja kwartału i wojna z konserwatorem w tle

Do sztandarowych zadań byłej prezes Kamieńskiego Towarzystwa Budownictwa Społecznego należała rewitalizacji zabytkowego Kwartału Dominikańskiego. Zanim jednak powstał nowy kompleks budynków, należało przeprowadzić prace na terenie cmentarza oraz byłego klasztoru. W ocenie Michała Dębowskiego, z wydziału ds. inspekcji zabytków nieruchomych Wojewódzkiego Urzędu Ochrony Zabytków w Szczecinie doszło do zniszczenia cennych reliktów. Była prezes KTBS odpierała zarzuty twierdząc, że nic nie zostało zniszczone, a to konserwator złamał prawo, gdyż miał wiedzę o historycznych obiektach od 2006 roku a nie wpisał ich do rejestru zabytków.

Była ogólna wiedza, że na tych terenach taki klasztor jest tylko od XVI wieku nikt na oczy go nie widział. Obiekt został w czasach reformacji rozebrany do fundamentów. Były na ten temat przekazy historyczne, były robione sondaże w związku z budową instalacji, które jakieś ślady tego założenia wykazywały. Nikt nie miał pełnego rozpoznania co do tego terenu. Ustalenia były takie i to formułowane na każdym etapie tej inwestycji – od wydawania zaleceń konserwatorskich – że bezwzględnym priorytetem jest ochrona tych reliktów. Niestety stało się tak jak się stało, że część z nich została wskutek niekontrolowanego prowadzenia inwestycji zniszczona – mówił w kwietniu 2015 roku przedstawiciel Wojewódzkiego Urzędu Ochrony Zabytków w Szczecinie.

Swoista „odwilż” w relacjach pomiędzy KTBS i Zachodniopomorskim Konserwatorem Zabytków nastąpiła dopiero po odwołaniu Renaty Bielaszewskiej – Mamzer z funkcji prezesa kamieńskiej spółki. Po zmianie kierownictwa spółki, na trzy miesiące przed zakończeniem budowy Kwartału Dominikańskiego okazało się, że nie wykonano niezbędnych badań archeologicznych. Nieprzeprowadzenie tych badań mogło skutkować nakazem wstrzymania inwestycji przez Zachodniopomorskiego Konserwatora Zabytków.

Doszło do takiej sytuacji, że kiedy wykańczano budynek archeolodzy z Muzeum ze Stargardu pod rusztowaniami budowlańców sporządzali dopiero dokumentację z badań odkrywkowych. Środki na sprowadzenie profesjonalnej ekipy archeologów ze Stargardu, w całości od Konserwatora pozyskał Pan Grzegorz Kurka. Na miejscu co jakiś czas wszystkiego osobiście doglądała Ewa Stanecka – Zachodniopomorski Konserwator Zabytków.

Choć badania archeologiczne prowadzono na terenie obecnego kwartału przez kilka lat, to jak mówił Grzegorz Kurka, pierwsze prace archeologiczne, które przyniosły udokumentowane odkrycia i zinwentaryzowanie wykopanych zabytków takich jak np. denary czy zabytkowy kościelny dzwoneczek miały miejsce po zmianie prezesa Kamieńskiego Towarzystwa Budownictwa Społecznego. – Nie potrafię sobie wyobrazić, ile bezcennych obiektów zostało zniszczonych. Wszystko co zostało wydobyte powinno i miało wypełnić jedną z sal naszego nowego muzeum. Niestety wszystkie znalezione przedmioty, które udało nam się zgromadzić, dopiero po wejściu w 2015 roku na teren kwartału mogłyby się zmieścić w jednym pudełku – mówił Kurka.

Wszystkie procedury, formalności i wymagane pozwolenia spółka otrzymała pod koniec maja 2015 roku czyli na finiszu inwestycji.