fot. Dom Dziecka w Wisełce

– Brak sprawnych aut to bardzo poważny problem – podkreśla w rozmowie z Głosem Szczecińskim Ewa Zielińska dyrektor Centrum Placówek Opiekuńczo-Wychowawczych, która zawiaduje dwoma dawnymi domami dziecka w Lubinie i Wisełce. – Z czterech aut, które mamy na dwa ośrodki, tylko jednym można bezpiecznie wozić dzieci. Pozostałe nadają się tylko na złom.

Ośrodki dysponują starym daewoo, busem volkswagena i forda, które więcej czasu stoją w warsztatach niż jeżdżą. Tylko pięcioletnie renault trafic w Wisełce dobrze służy. Powiat na nowe auta nie dołoży. Powód? Urzędnicy mówią, że nie ma pieniędzy. W Lubinie przebywa 23 wychowanków. Najmłodsze dziecko nie ma jeszcze trzech lat, najstarsze już ukończyły 18. W Wisełce przebywa 28 wychowanków. Z Lubina nie wyjadą komunikacją publiczną, bo jej nie ma.

Dzieci z Lubina trzeba wozić do przedszkola w Wapnicy, do szkoły. Starsze muszą dotrzeć do szkół podstawowych, gimnazjów w Międzyzdrojach, Wolinie, Kamieniu. Konieczne są wyjazdy do lekarzy specjalistów w Szczecinie, Gryficach. Część musi korzystać z ośrodków socjoterapeutycznych po kilka razy w miesiącu – mówi Zielińska.

Czytaj więcej w papierowym wydaniu lub e-wydaniu „Głosu Szczecińskiego”

źródło:
GS24.pl