Brak kasków czy jakichkolwiek zabezpieczeń, używanie reflektorów uruchomionych samochodów jako źródła światła, czy lamp na parkingu owiązanych taśmami jako wsporników do konstrukcji – tak dziś w nocy (27/28.05) wyglądał praca grupki kilkunastu osób pod jednym z kamieńskich marketów.

Sprawę zgłaszałem na policję. Policjanci pojawili się na miejscu i odjechali. Jedyny efekt z ich obecności był taki, że panowie co rusz gasili i odpalali samochody, a swoją pracę wykonywali dalej w większości przy światłach postojowych. A gdyby coś się komuś stało? Gdyby któraś z tych konstrukcji spadła komuś na głowę, kto by za to odpowiadał – dopytywał jeden z naszych Czytelników.

Po godzinie 23 do naszej redakcji zgłosił się jeden z mieszkańców. Był on zdumiony sposobem wykonywania prac pod jednym z marketów. – Mamy XXI wiek, wszyscy mówią o jakichś przepisach czy bezpieczeństwie, to ja się pytam gdzie one tu były? Prace trwały do rana, tym razem się udało. Ale czy to normalne żeby pracować w takich warunkach? Nie mówimy tu przecież o przydomowych majstrach tylko potężnej sieci handlowej – dopytuje nasz Czytelnik.

Zwróciliśmy się z tymi pytaniami do sieci handlowej. Do tematu wrócimy po uzyskaniu odpowiedzi.