Polscy lekarze stawiali Dorocie wiele diagnoz. Nie wiedzieli z jakim nowotworem dziewczyna walczy. Nalegają, aby dziewczyna poddała się przeszczepowi szpiku, dając jej zaledwie 30 procent szans na przeżycie. Dorota po długiej walce z pomocą wolontariuszy zaczęła szukać leczenia za granicą. W szpitalu w Meksyku powiedzieli mi, że w przypadku tego chłoniaka stosując immunoterapię mam nawet 75 proc. szans na wyzdrowienie. Koszt leczenia oszacowano na ponad 100 tys. złotych. Ostatecznie się udało, dziś Dorota informuje, że nowotworu nie ma.

– Robiono mi badania, pobierano krew, robiono rezonans, tomograf, RTG, prześwietlenia i badanie PET, więc gdyby ktoś potrzebował darmowej energii to służę pomocą bo jestem tak napromieniowana, tak naświetlona. Chciałam Wam powiedzieć o wynikach, dla jednych mogą być zaskakujące dla innych nie. Jestem zdrowa, nie ma nowotworu, żadne badanie obrazowe nie wykazuje raka, nie wykazuje zmian po nowotworze. Co jest dziwne – mówi rozradowana Dorota Lisiczko.