Komisja Budżetowa działając przy Radzie Miejskiej zawnioskowała, aby grunty którymi zainteresowana jest firma Węglobud, został wystawiony na sprzedaż w trybie przetargowym. Ubiegać się o niego zatem będzie mógł każdy. Żadnego skandalu nie będzie. Mimo to Witold Rudnicki przez ponad dwie godziny walczył słownie z przedstawicielami firmy Węglobud skrupulatnie obalającymi wszystkiego jego tezy. Zamilkł dopiero po pytaniach swojego kolegi Wikora Nowaka – Proszę powiedzieć wszystkim jaka jest prawda? Nie dostał Pan pieniędzy od Węglobudu i zaczęła się wojna! 

Temat kopalni kruszyw, jaka miałaby powstać na terenie dzikiego wysypiska przy ulicy Osiedle Robotnicze w Wolinie niejednokrotnie do czerwoności rozgrzewał salę sesyjną w Wolinie. Nie inaczej było także w trakcie wtorkowego posiedzenia Komisji Budżetowej działającej przy Radzie Miejskiej w Wolinie, tym bardziej że stawili się na niej przedstawiciele firmy zainteresowanej nabyciem nieruchomości.

Sprawa znów ożyła w trakcie ostatniej sesji Rady Miejskiej. Wtedy to radni zdecydowali, że kwestia dzierżawy zostanie przedyskutowana na obradach komisji. – Jestem przewodniczącym i muszę reagować na kłamstwa. Tyle naczytałem się ostatnio nieprawdy na temat radnych. Głosowaliśmy wtedy, żeby ta uchwała wróciła pod obrady komisji. Niektórzy uczestniczący w sesji zmieniają jednak co wtedy padało, obrażając tych którzy wstrzymali się od głosu – stwierdził radny Mieczysław Rybakowski.

Przewodniczący nawiązywał do ulotek Witolda Rudnickiego, który miał ostrzegać mieszkańców gminy Wolin przed zamiarami Ratusza. Padały w nich nazwiska Burmistrza oraz radnych Danuty Szubert, Wiktora Nowaka oraz Roberta Lemzy, którzy rzekomo wstrzymując się od głosu w trakcie ostatniej sesji chcieli przekazać teren pod kopalnie żwiru w trybie bezprzetargowym, wbrew mieszkańcom Wolina oraz bez jakichkolwiek konsultacji. Radny Witold Rudnicki ocenił zasób złoża na blisko 2,2 mln ton a jego wartość na ponad 130 mln złotych.

Przedstawiciele Węglobudu obnażają radnego

Już na samym początku dyskusji, radni popierający Burmistrza Eugeniusza Jasiewicza zawnioskowali o zmianę zapisów uchwały z trybu bezprzetargowego na przetargowy. – Pod względem prawnym a przede wszystkim mając na uwadze działanie dla dobra majątku gminnego ten wniosek jest zasadny. Chcemy by każdy miał możliwość stanąć do przetargu – argumentował wnioskodawca Mieczysław Rybakowski.

Mimo to, im dalej, tym było tylko goręcej bo do głosu dopuszczono Witolda Rudnickiego oraz przedstawicieli firmy Węglobud zainteresowanych nabyciem gruntu.

– Całe zagadnienie rozpoczęło się w 2008 roku. Należałoby to rozpatrywać na dwóch poziomach, ekonomicznym bo średnia cena kruszywa wyniesie 60 złotych i bezpieczeństwa mieszkańców, tzn. którędy to kruszywo będzie transportowane? Mam na myśli skrzyżowanie Świerczewskiego z Gryfitów. Jeżeli ta ilość będzie wywieziona to codziennie przez miasto będzie kołować 40 tirów – stwierdził radny Witold Rudnicki, który od lat walczy z gminą oraz przedstawicielami firmy Węglobud w sprawie planowanej żwirowni.

– Pan opowiada bajeczki. Nawet nie wie Pan ile jest surowca w złożu. Żeby na jakiś temat mówić, trzeba tego dotknąć. Bardzo łatwo liczyć czyjeś pieniądze w kieszeni to ja chciałbym policzyć Pana pieniądze – stwierdził prezes firmy Węglobud.

Okazuje się, że zasobów przemysłowych jest nie tak jak pisano w ulotkach blisko 2,2 mln ton a 1,7 mln ton. Jeżeli nawet Węglobud rozpocząłby wydobycie i tak nie udałoby się pozyskać całej tej masy, dlaczego?

– Kiedy się wydobywa, to robi się to ze skarp i to są straty. Kiedy ściąga się urobek, to też powstają straty. Tutaj wydobycie może być tylko refulerem. Mamy doświadczenie, bardzo nieprzyjemne z kopalni na Janowie. Nie wydobyliśmy tam 19% złoża, na to nie ma siły, bo refuler wszystkiego nie wyciągnie. Bo jest on w stanie wyciągnąć kamyczki do 12 cm. Wszystko co powyżej tej wielkości spada i blokuje resztę złoża. Nie jestem w stanie powiedzieć dokładnie jaka będzie to ostateczna ilość. Jeżeli odejmiemy pas ochronny 100 metrów od domów, biegnący tam gazociąg to może się okazać, że mamy 1,4 mln ton. Z tego około 200 tys. ton wartościowego surowca, natomiast reszta to piasek. Sprzeda Pan piasek? Komu i po ile? Pana wyliczenia są z kosmosu. Proszę nie przedstawiać tego jakby tam znajdowała się ropa naftowa – stwierdził Bogusław Kniaź z firmy Węglobud.

Przedstawiciele firmy obalali kolejne podnoszone tezy. – Będziemy wyjeżdżali tylko ulicą Kolejową, transport nie będzie prowadzony przez miasto. Wiemy, że inaczej będzie to rodziło konflikt wśród Mieszkańców, a poza tym biznesowo mamy tylko interes, żeby jechać z kruszywem w kierunku Świnoujścia. Ciekawe jest to, że cały ruch proekologiczny zaczął się kiedy my zaczęliśmy robić tam żwirownie. Czy ktoś zdaje sobie sprawę, że obecnie w tym miejscu jest jedno wielkie wysypisko. Jest tam pełno nieczystości, które zarosły przez lata. Jeżeli to kupimy będziemy musieli to wszystko posprzątać – tłumaczył Stanisław Pąsik z firmy Węglobud.

Według wstępnych wyliczeń, zagospodarowanie terenu pod kopalnie żwiru może przynieść gminie około 80 tysięcy złotych podatków, plus dodatkowo około 280 tys. złotych z tytułu samego wydobycia. – My nie mamy swojego transportu. Korzystamy z lokalnych transportowców. Oni zarabiają a oprócz tego płacą w danych gminach podatki, to wszystko składa się na element składowy – podkreślał Kniaź.

Radny Witold Rudnicki w żaden merytoryczny sposób nie odnosił się do argumentów przedstawicieli firmy Węglobud. Zapowiedział jedynie dalszą walkę z tematem żwirowni i uniemożliwianie jej powstania.

Nigdzie nie mamy obostrzeń takich jak w Wolinie. Kontrola przyrodnicza, izometry, musimy wszystko to spełnić. Do tej pory ponieśliśmy już bardzo duże zakłady, rzędu 500 tysięcy złotych – podkreślali przedstawiciele firmy.

Chodzi o pieniądze?

Kiedy żadne argumenty nie przemawiały do radnego, jeden z przedstawicieli firmy Węglobud zapytał wprost – Proszę powiedzieć szczerze, o co Panu chodzi? Pan tam mieszka prawda? Mówił Pan, że bez Pana zgody nic tu nie będzie klepnięte. Nigdy w żadnej gminie tak nie szło to jak tutaj.

Nie jest tajemnicą, że radny jest mieszkańcem Osiedla Robotniczego. Jego nieruchomość miałaby sąsiadować z ewentualną kopalnią. Jeszcze ciekawiej zrobiło się kiedy do głosu doszedł jeden z „bohaterów” słynnej akcji plakatowej Witolda Rudnickiego, informującej o rzekomym skandalu.

Po co Pan to robi? Czy Pan kiedykolwiek walczył o pieniądze dla siebie? Odpowiem, walczył, ale nie wyszło. Mówi Pan, że walczy o pieniądze dla mieszkańców, ma Pan innych radnych za złodziei. Oczernił nas Pan, rozwieszał plakaty na mieście.  Jest Pan przeciwny, bo nie dostał Pan pieniędzy od Węglobudu i zaczęła się wojna. Proszę powiedzieć, obecna kadencja trwa trzy lata. Pan przez ten okres 5 razy pojawił się na sesjach. Gdzie Pan był przez pozostały czas? – dopytywał radny Wiktor Nowak.

Odpowiedź z ust radnego Rudnickiego nie padła. Stwierdził on jedynie, że Burmistrz się przeliczył, bo myślał że radny nie pojawi się na sesji. Sprawa trafi pod obrady na przyszłotygodniową sesję. Decyzją komisji, radni będą głosowali za jego sprzedażą w trybie przetargowym.