W Sejmie trwają pracę nad zmianami w ordynacji wyborczej. Jednym z pomysłów posłów PiS jest likwidacja możliwości korespondencyjnego głosowania w wyborach. Korzystali z niej m.in. niepełnosprawni, dla których często było to jedyny sposób oddania głosu. W czasie piątkowego (8.12) spotkania w kamieńskim oddziale Polskiego Stowarzyszenia Osób z Niepełnosprawnością Intelektualną Marszałek Województwa nazwał proponowane zmiany bezczelnością i powrotem do XIX wieku. 

Możliwość głosowania korespondencyjnego funkcjonowała od sześciu lat i korzystali z niej między innymi niepełnosprawni, dla których często było to jedyny sposób oddania głosu. Decyzję o likwidacji tej możliwości podjęła sejmowa komisja. Ostateczną decyzję podejmie Sejm.

Uważam, że to jest absolutny skandal. Bardzo źle oceniam te zmiany. Uważam, że one betonują na podwórku lokalnym scenę polityczną. Wszędzie w takich małych społecznościach nie będzie okręgów jednomandatowych. Te zmiany nie idą więc w kierunku który jest mi bliski, ale uniemożliwianie głosowania korespondencyjnego uważam za niekonstytucyjne. Ograniczanie komukolwiek praw jest bezczelnością. Jesteśmy w Kamieniu Pomorskim m.in. po to, żeby stwarzać możliwości osobom niepełnosprawnym, tworzyć im prawo do pracy (przyp. red. W Kamieniu podpisano umowę wartą milion złotych. Ze środków skorzystają osoby niepełnosprawne z rodzin zagrożonych wykluczeniem społecznym oraz dzieci). My staramy się pomóc ludziom, włączać ich do pełni życia a z drugiej strony w Sejmie mamy procedowane prawo, które odbiera możliwość głosowania m.in osobom niepełnosprawnym. Cofamy się do XIX wieku – stwierdził stanowczo Olgierd Geblewicz.

Korespondencyjnie głosują jednak nie tylko niepełnosprawni. Tylko w ostatnich wyborach prezydenckich w ten sposób w pierwszej turze zagłosowało ponad 56 tysięcy ludzi. Z takiej możliwości mógł skorzystać każdy – także w pełni zdrowi ludzie, na przykład przebywający lub mieszkający za granicą, będący na wakacjach lub ci, którzy nie mogli dotrzeć do swojego lokalu wyborczego.

Należymy do partii politycznej ale nigdy nie przyszłoby mi do głowy ograniczanie komukolwiek prawa do głosowania czy do jego wypowiedzi. To zwykłe draństwo i ograniczenie praw i wolności obywateli. Mam nadzieję, że ludzie to zrozumieją i dadzą temu pokaz w przyszłych wyborach – podkreślił radny sejmiku Artur Łącki.