a11

15 lat więzienia i dożywotni zakaz prowadzenia pojazdów – taki wyrok wydał szczeciński Sąd Okręgowy w poniedziałek w sprawie Mateusza S. z Kamienia Pomorskiego, który dwa lata temu w Nowy Rok wjechał samochodem w grupę pieszych i zabił sześć osób.

Jeszcze raz chciałbym przeprosić za to, co się stało. Przepraszam, że uległem prośbie Adrianny (ówczesnej partnerki oskarżonego – przyp. red.) i wsiadłem do samochodu. Powinienem podejrzewać, że nie jestem trzeźwy. Nie jestem zdemoralizowanym chłopakiem, nie chciałem nikogo zabić. Chciałbym mieć możliwość zadośćuczynić tym, którzy przeżyli wypadek. Żyję z tym, co się stało. Tego się nie da zapomniećmówił dzisiaj Mateusz S. podczas rozprawy przed Sądem Okręgowym w Szczecinie.

Prokurator chciał dla mężczyzny 15 lat więzienia. Oskarżyciele posiłkowi domagali się 25 lat i dożywotniego zakazu prowadzenia pojazdów. Mateusz S. już raz został skazany na 12,5 roku więzienia. Sąd Apelacyjny ten wyrok jednak uchylił.

Według oskarżycieli posiłkowych, rodzin ofiar wypadku, do tragicznego w skutkach zdarzenia Mateusz S. doprowadził z premedytacją. Potwierdzać mają to zeznania świadków, zwłaszcza pasażerki należącego do oskarżonego BMW. Adrianna B. tuż po wypadku zeznała policjantom, że Mateusz S. miał powiedzieć „to już jest koniec” i skręcić samochodem w stronę idących chodnikiem pieszych. Para wcześniej się rozstała i kłóciła w samochodzie. Adrianna B. potem wycofała się z tych zeznań, jednak, jak przypomniał w mowie końcowej pełnomocnik rodzin ofiar, o pierwszej wersji zeznań kobiety opowiadali m.in. przesłuchujący ją policjanci. Nie mamy do czynienia z jednokrotną informacją, tylko ze stałą relacją dwóch funkcjonariuszy policji. Adrianna B. wielokrotnie powtarzała im o skręcie kierownicą. – Jestem przekonany, że mówiła wtedy faktycznie to, co zapamiętała. To co mówiła później, w moim odczuciu, jest wersją, którą ułożyła, aby chronić w jakiś sposób swojego byłego chłopakamówił przed Sądem Okręgowym w Szczecnie mec. Zbigniew Bogucki, pełnomocnik rodzin ofiar. – Na wypadek wpływu nie miały, ani warunki na drodze, ani pogoda. Wykluczył to biegły, badający przyczyny wypadku. Mateusz S. chciał zabić siebie i pasażerkę, skręcił w prawo, w stronę idących na chodniku pieszych, bo było mu wszystko jedno. W mojej ocenie, jadąc 80 km/h, musiał wiedzieć, że może stracić panowanie nad kierownicą i godził się na taką możliwość, że uderzy w pieszych. Jego rozpędzony samochód był jak pocisk armatni. Zmiótł tych ludzi. Mateusz S. powinien odpowiadać za zabójstwo, a nie tak, jak chce tego prokurator, za umyślne spowodowanie katastrofy w ruchu drogowym. To nie jest zemsta rodziny, to sprawiedliwość.

Innego zdania jest obrońca oskarżonego. Jak podkreślił, nie ma żadnego śladu na temat zeznań pasażerki Mateusza S. Policjanci nie sporządzili żadnego protokołu, żadnej notatki. Nikogo nie poinformowali o tym, jakoby Adrianna B. mówiła o celowym spowodowaniu wypadku – mówił w sądzie mec. Przemysław Kowalewski. Jeżeli doświadczeni policjanci z Kamienia Pomorskiego rzeczywiście usłyszeliby od Adrianny B. o tym, to niewątpliwie zameldowali by o tym przełożonym. O tym, że posiadają istotne informacje przypomnieli sobie dopiero w prokuraturze, 10 dni po wypadku. Jego zdaniem, słowa oskarżonego „to już jest koniec”, które miał wypowiedzieć tuż przed wypadkiem padły w kontekście rozstania Mateusza S. z dziewczyną. Przypomniał, że Adrianna B. kategorycznie zaprzeczyła zeznaniom policjantów, jakoby kiedykolwiek opowiadała o celowym spowodowaniu wypadku przez Mateusza S.

Wyobraźmy sobie kogoś kto kieruje jakimś pojazdem. Jeśli ktoś zdaje sobie sprawę, że może spowodować wypadek i kogoś zabić, ta osoba musi się liczyć też z tym, że sam zginie. Nie ma dowodów na samobójcze skłonności oskarżonego. Nie ma dowodów na to, że oskarżony umyślnie spowodował wypadek – mówił mec. Kowalewski. Jego zdaniem maksymalny wyrok przewidziany przez kodeks za spowodowanie katastrofy w ruchu lądowym powinien być zarezerwowany dla sytuacji szczególnych. Jeśli np. maszynista spowodowałby wypadek, w którym zginęłoby 100 osób, dostałby taką samą karę 15 lat więzienia, jakiej prokurator chce dla Mateusza S. – uzasadniał obrońca oskarżonego. Jak dodał zapis kodeksowy o spowodowaniu śmierci wielu osób, dotyczy powyżej 10 ofiar. Wysokiego wyroku domaga się presja opinii publicznej. Kara maksymalna powinna być zarezerwowana do osób, które nie wyciągają wniosków. Oskarżony ma dobrą opinię i żałuje – dodał jego obrońca. Jak dodał, jego klient nie powinien być więc sądzony za morderstwo.

źródło:
Aneta Łuczkowska
RMF FM