ASulikowo3

Wiejskie życie z katem

SULIKOWO. Nie ma dnia, by na wioskowej drodze nie mijali się z katem swojego dziecka. Po odsiedzeniu skróconego wyroku w poprawczaku, a potem w więzieniu wrócił do Sulikowa. Dawid J. przed laty najmłodszy zabójca w Europie. Dziś zwyczajnie, Dawid. Ojciec. Niedawno urodziła mu się córka. Ludzie mówią, żeby dać spokój, bo już odpokutował. Rodzice, udręczonej bestialsko 13 – letniej Sylwii, po kilkumiesięcznym pobycie w Wisełce, zmuszeni byli znów wrócić do wioski, bo nie ma dla nich innego lokum.

Dawid J. wraca

Październik. 2012. Od tygodni Sulikowo koło Gostynia (gm. Świerzno) jak refren powtarza jedno zdanie. Bestia wraca. Kat, morderca, zabójca, potwór. Ludzie szepczą w miejscowym sklepiku i domach. Przecież wiedzieli, że kiedyś wróci. Nikt nie spodziewał się, że tak szybko. Skazany za zabójstwo 14 – letni Dawid J. miał siedzieć w poprawczaku do 21 roku życia. W czasie odsiadki, na jednej z przepustek, napadł na kobietę we Wrocławiu. Był już pełnoletni. Dostał prawdziwy wyrok, a ten zniósł poprzednią karę. – On częściej był na przepustkach, niż siedział w poprawczaku. Jaka to kara była? Kierownik zakładu mówił, że współpracował, spokojny był. No, to go puszczał ? – mówi Viloletta Cieślak, matka dziewczynki.

Nagle wioską zaczęła interesować się cała Polska. Kamery, reporterzy, dziennikarze. Drzwi od małego mieszkanka w jednym z popegeerowskich bloków nie zamykają się. Udręczeni rodzice na zlecenie znów wyszarpują obrazy z pamięci – pole rzepaku, gdzie strażacy znaleźli zmaltretowane ciało 13 – letnie Sylwii, którą zabójca dusił, i gwałcił. Salka przycmentarna, gdzie matka zobaczyła, jak po spuchniętej twarzy dziecka, płyną prawdziwe, żywe łzy. – Jak ją wtedy pierwszy raz o zaginięcia widziałam. To nie było moja córeczka. Spuchnięta, cała w siniakach. Ile my fluidu nałożyłyśmy na buzię, żeby jakoś podobna do siebie była. Uczesałyśmy jej z kuzynką koczek, z białymi kwiatkami. Taki, jak chciała mieć na zakończenie roku – mówi Violetta.

Bo, dziewczynka tego dnia wracała ze szkoły. Skrócili lekcje. Dzieciaki nie miały wf – u. A ona spóźniła się na gimbusa. Przed nią młodsze maluchy też szły pieszo. Violetta do wieczora wyglądała za córką. Potem zaczęli szukać. Cała wioska. Dawid też pomagał. Biegał z innymi. Policja, strażacy. Wreszcie za ostrym zakrętem w kierunku Gostynia, tuż za skrętem w polną, boczną drogę. Za trzecim drzewem. Dziś tam rów. Wtedy nie było. Tylko żółta połać rzepaku rozlana po okolicy. Tak Violetta zapamiętała miejsce, gdzie spod stery piachu wystawała dziecięca noga w skarpetce. – Kiedy, wrócił po tym wyroku, ludzie się bali, a wójt przed kamerami obiecał, że umieści nas, gdzieś, żebyśmy nie musieli z nim oko, w oko mieszkać. A potem miał nam mieszkanie socjalne przydzielić – mówi Marek. ojciec dziewczynki, który w tym czasie był zatrudniony na robotach publicznych w gminie.

Tam było życie     

W Wisełce było dobre życie. I nowa szkoła. I morze było. – Nie pamiętało się tak. Jakoś człowiek nie myślał. Taka spokojna miejscowość, dużo zieleni. Dzieciaki na plażę biegały. Po ośmiu miesiącach musieliśmy wracać. Bo, do sezonu się szykowali (rodzina została umieszczona po powrocie Dawida do wioski w Domu Dziecka w Wisełce). No, to wójt powiedział, że jest mieszkanie w Kaleniu. A tam ruina. Gmina miała je wynajmować od prywatnego właściciela. Ja miałem zrobić remont. Ale jak przyprowadziłem majstra, żeby zobaczył, to powiedział, że on się boi gwoździa w ścianę wbić. Stary poniemiecki budynek, piece kaflowe, elektryka taka, że kabel do kabla czepiany. Łazienkę trzeba by zrobić. Wszystko w rozsypce. Wójt powiedział, że gmina da na remont, ale nie chciał tego na piśmie potwierdzić. Poza tym, okazało się, że mam mieć umowę tylko na rok. Czyli płaciłbym po 400 – 500 złotych, zrobił remont, a potem znów na bruk? – dodaje Cieślak.

Wójt, Krzysztof Atras początkowo w rozmowie twierdzi, że nie ma, o czym mówić. Było mieszkanie w Kaleniu. Cieślak nie chciał, choć gmina sfinansowałaby koszt remontu. Miał robić w ramach prac publicznych. Później mięknie. Tłumacząc, że nie mieszkań w gminie żadnych. Zero. A prócz rodziny z Sulikowa, ma jeszcze jedną, co mieszka w garażu, bez światła. Owszem, próbuje na przykład od agencji rolnej wziąć. Ale lata mijają i nic.

Wioska rozgrzeszyła

– Miało być dla nas mieszkanie w Margowie. Dostała pani, którą musieli z pałacu ze Stuchowa wyprowadzić. Ale tam stoi jeszcze agencyjna remiza strażacka. Jest też do sprzedania a może i wynajęcia mieszkanie w Gostyniu – tłumaczy Marek, pokazując zdjęcia rudery w Kaleniu, do której nie chciał iść. Mała komórka, w której przewija obrazki, właśnie wygrywa melodyjkę. To najstarsza córka Cieślaków daje sygnał. Była na kolonii koło Rabki. Właśnie wraca do domu. Każdego dnia meldowała matce, co robi, gdzie chodzą, jak jej jest. Dziś ma 12 lat. Sylwię słabo pamięta. Młodszy synek i trzy córeczki wiedzą, że mieli siostrę. Jasnowłosa twarz na zdjęciu z nagrobka, taka sama jak na zdjęciach w domu. To całe ich dziecięce wyobrażenie. Mieszczą się siedmioosobową rodziną na pokoiku z kuchnią, w jednym z bloków. Niedużą przestrzeń wypełniają oddechy ludzi, śmiech dzieci i świergot Gruczki, Pimpusia, Szczęściary i Skarbka. To nie postaci z bajek. Mały wróbel mieszka z Cieślakami do roku, papużki Szczęściara i Skarbek dłużej. Gruczkę – gołębicę maluchy znalazły na klatce schodowej. Tej samej, na której nie raz mijały się z zabójcą ich siostry. Chodził piętro wyżej do dziewczyny.

A teraz Dawid przechadza się z wózkiem po wsi. Niedawno został ojcem. Wprawdzie ksiądz w czasie chrzcin nie pozwolił mu wejść do kościoła, ale w Sulikowie ludzie już odpuścili. Mówią, żeby dać mu spokój, choć jeszcze przed rokiem drżeli, że wraca potwór. Dziś ma posłuch wśród miejscowych wyrostków. Łażą po wiosce wpatrzeni w niego. A on w tym więzieniu nabrał tężyzny. Wyćwiczył się na maszynach. Nie, to, co przed laty. Chuchro, które przez dwa miesiące oszukiwało sprytnie policję. Opowiadając bajeczkę, jak to Sylwia wsiadła do czarnego samochodu na żółtych blachach. – Odtworzył ten sam scenariusz, o jakim opowiadał policjant na przedwakacyjnej pogadance o bezpieczeństwie. Dopiero badania DNA, potwierdziły, że to on. Wcześniej mówili, że ojciec, który dostał także wyrok. 8 lat za molestowanie przybranej córki – mówią Cieślakowie. Wiedzą, że zabójca ich córki jest jak przyczajone zwierzę. Książkę na uniwersytecie o nim napisali. – To wszystko jest poza, maska. Ta jego rodzina, przemiana, dziecko. To, że kogoś skrzywdzi to pewne. Ale teraz jest sprytny, dorosły. Jeszcze przebieglejszy, niż jako 14 – latek – mówi Violetta, ściskając w dłoni stare, legitymacyjne zdjęcie Sylwii, które czasem, jak nikogo nie ma wyciąga z regału.

Marzena Domaradzka
Gryfickie.info