Klaudia i Zuzka

Klaudia skończyła zaledwie 28 lat, gdy lekarz postawił jej diagnozę – w listopadzie dowiedziała się o guzie w lewej skroni. Do tej pory walczyła wyłącznie o życie 3,5-letniej Zuzi. Dziewczynka od siódmego miesiąca życia cierpi na ostrą padaczkę lekooporną. Teraz Klaudia musi toczyć bój o siebie, by zachować sprawność dla córki. Kobieta czeka na operację w szpitalu w szczecińskich Zdrojach, choć nadzieje są nikłe, bo NFZ nie zakontraktował leczenia dorosłych pacjentów.

Świat wokół Zuzi
Do tej pory wiedziała, że musi być silna i zdrowa. Dla córki, która od siódmego miesiąca życia cierpi na epilepsję lekooporną. Ataki bywają tak agresywne, że nie wystarczy podanie leku i wielogodzinne przytulanie. Czopek za czopkiem, pogotowie, szpital. Taki scenariusz to codzienność. Gdy w maju przyjaciele składali Klaudii życzenia na profilu Facebooka, cieszyła się. To dawało siłę i nadzieję. Zuzka zaczęła od września chodzić do przedszkola integracyjnego w Kamieniu Pomorskim. To nic, że częściej jej tam nie ma niż jest. Ale to i tak krok w przód.

– Nasze życie tak wyglądało do tej pory – kilka kroczków w tył, maleńki progres. Zuzka jest bardzo żywym dzieckiem, wszędzie jej pełno. Trzeba uważać, by się nie uderzyła, by coś nie wywołało ataku, to mały ADHD-owiec – żartuje Klaudia, choć jeszcze przed miesiącem nie było jej do śmiechu. – Zaczęło się od zawrotów głowy. Myślałam, że jestem zmęczona. Świat kręcił się wokół małej. Zrobiłam podstawowe badania, ale wyszły dobrze. W końcu poszłam do neurologa. Na rezonans trzeba było czekać pół roku, więc zrobiłam prywatnie. Diagnoza mnie zmiażdżyła, łzy ciekły mi ciurkiem: guz w lewej skroni – mówi spokojnie, by po chwili zawiesić głos. Właśnie przyszedł jeden z ataków, w czasie których Klaudia traci kontakt z otoczeniem. Jakby ktoś wyłączył dźwięk i zdolność myślenia.

Nadzieja na Zdroje
W końcu trafiła do szczecińskich szpitali. Na Unii Lubelskiej zaproponowali wykonanie biopsji, a następnie częściowe usunięcie guza i ewentualne naświetlania. – To jakieś rozwiązanie, ale w mojej sytuacji niemożliwe. W Zdrojach lekarze tłumaczyli, że mogą wyciąć w całości guz. Mają wysokospecjalistyczny sprzęt, świetną załogę. Gdybym zgodziła się na częściową operację, nie mam gwarancji, czy za kilka lat nie będą zmuszona znów położyć się na stół. A ja muszę być sprawna dla mojej córki. Kto się nią zaopiekuje? Moi rodzice nie poradzą sobie w przyszłości z takim wyzwaniem – tłumaczy Klaudia. Choć jest częstym gościem szpitala w Zdrojach, bo mała Zuzia trafia tam z ostrymi atakami, sama na razie nie ma możliwości leczenia. – Napisałam wniosek do Narodowego Funduszu Zdrowia o tzw. promesę. Fundusz wysłał zapytanie do dr Leszka Sagana o moją historię leczenia. Nie wiem, czy dostanę zgodę na operację, ale dla mnie, jak i dla wielu pacjentów to być albo nie być – wyznaje

Wierzy, że wychowa córkę
Czasem, gdy przychodzi atak, mała spina nóżki i rączki, zastyga. Jeśli jest krótszy niż pięć minut wystarczy przytulanie. Tego Klaudia uczy rodziców. Na wypadek, gdyby trafiła do szpitala na zabieg. Lekarze mówią, że jeśli wszystko pójdzie dobrze, po dwóch tygodniach będzie mogła wrócić do domu. – Boję się tej rozłąki, zwłaszcza że Zuzia jeszcze nigdy nie zasypiała beze mnie. Pomagają mi teraz rodzice i ciocia, bo sama wychowuję córkę – mówi 28-latka, która w środę, podobnie jak wielu innych pacjentów związanych ze Zdrojami, przyjechała na konferencję poświęconą trudnej sytuacji szpitala. Powiało optymizmem, marszałek deklarował pomoc. Klaudia namawia także do podpisania petycji umieszczonej m.in. na profilu „Ratujmy Neurochirurgię Zdroje”, do którego dołączyło już ponad 2,5 tysiąca ludzi. – Wierzę w rozsądek decydentów. Życie ludzkie ma najwyższą wartość, której nie da się rozpisać na kontrakty i limity – dodaje chora matka 3,5-letniej Zuzki.

Marzena Domaradzka
Kurier Szczeciński

KLIKNIJ ABY PODPISAĆ PETYCJĘ