Kamieński aptekarz Kazimierz Radomski. Przez wiele lat szukał zaginionego skarbca katedralnego.

Co się stało z kamieńskim skarbcem? Prezentujemy drugi materiał związany z kulisami poszukiwań zaginionego skarbu. Tak jak ostatnim razem, postaramy się zapoznać naszych Czytelników z nieznanymi dotychczas materiałami, faktami czy wywiadami przeprowadzanymi z żyjącymi oraz nieżyjącymi świadkami ewakuacji rodziny von Flemming z Benic. 

Jednym z głównych poszukiwaczy kamieńskiego skarbca był nieżyjący już aptekarz – Pan Kazimierz Radomski. Poniższy tekst jest relacją pana Radomskiego na temat kulisów i poszukiwań bezcennych dzieł sztuki. Informacje zawarte w tekście zostały spisane w latach 90-tych.

4 marca 1945 r. o godzinie 11.00 załadowano na wóz z matkami i dziećmi skrzynię z niektórymi obiektami zespołu skarbca – co w niej było – nie wiadomo. Faktem jest, że znajdował się tam relikwiarz św. Korduli. Kolumna ruszyła z Benic przez Rarwino, Rzewnowo do Parłówka, Troszyna na Wolin. Wjazd na szosę w kierunku Wolina był bardzo trudny. Droga była zapełniona uciekinierami i wojskiem. Rozpoczął się ostrzał, kolumna wozów rozerwała się. Flemming jechał na koniu. Widząc sytuację usiłował dostać się na punkt dyspozycyjny w Wolinie, gdzie mógłby uzyskać prawo do szybszego przejazdu swych wozów. Ale było już za późno. Wysadzono pierwszy i drugi most. Konie spłoszyły się, powstał ogromny bałagan. Kolumna stanęła. Ludzie zaczęli uciekać do lasu i chować się za nasypem kolejowym. Części udało się jeszcze przedostać na wyspę Wolin, część pozostała do następnego dnia rano. Po przejściu pierwszej fali frontu niektórzy z mieszkańców wrócili do Benic. Czy na wozie z relikwiarzem, czy bez niego, nikt tego nie pamięta.  W tym punkcie wóz ze skrzyniami nie był zniszczony. Rozpoczął się potem ponad miesięczny okres wzajemnego ostrzału. Na Wolinie byli jeszcze Niemcy, a po wschodniej stronie Odry – Polacy. Działania wojenne. Dowóz amunicji, droga – wszystko co było na drodze zostało zepchnięte, zmiażdżone przez czołgi.

Relacje Góreckiego (przyp. red. opowiedziane przez Radomskiego)– uczestnika walk. 9 maja 1988 r. W tym okresie było 100 tys. uciekinierów. Ślad się urywa. Część wróciła do Benic. Czy na tym wozie? Sprawą skarbca w Kamieniu zacząłem interesować się w 1965 r. Pojawiające się we wszystkich powojennych publikacjach stwierdzenie – „zaginął w czasie wojny” – nie dawało mi spokoju. Lata 1965 – 1975 to okres ciekawego w swej formie rozwoju regionalizmu szczecińskiego, rozbudzenie ambicji terenowych i pasji poznawczych. W tym zakresie działo się w Kamieniu bardzo wiele. Powstało w 1961 r. Towarzystwo Miłośników Ziemi Kamieńskiej. Od 1964 r. następują liczne wydawnictwa regionalne, powołanie do życia muzeum, plenery, odbudowa zabytków, ratusza, biblioteki, Dom Pracy Twórczej, katedry, organy – wszystko to zmotywowało się razem i wiele osób do aktywności. Na bazie tych zainteresowań właśnie zająłem się sprawa skarbca. Były to przede wszystkim rozmowy z pierwszymi osadnikami o katedrze, zachowanych zabytkach, bardziej interesujących przyprowadzałem (zapraszaliśmy) na plebanię, rozmowy były nagrywane. Przewinęła się cała galeria postaci, bardzo wspaniałych ludzi, pionierów, osadników, działaczy. Wrocław, Radom, Warszawa, Kamień. Nikt nie wiedział nic o zaginionym skarbcu. Niemieccy autochtoni też nie! Podobno zakopano, zamurowano itp.

Hasso von Flemming z bratem podczas wizyty w majątku w Benicach w 1974 roku

Od marca – kwietnia 1945 r. pałac był zajmowany przez wojsko, został bardzo poważnie zdewastowany a wyposażenie zniszczone i rozgrabione. Różni „poszukiwacze” znajdowali schowane różne, często wartościowe przedmioty. W czasie akcji poszukiwania min i niewypałów wiele zakopanych pojemników i beczek znaleziono w Buku. Niektóre zawierały wino, porcelanę, zastawę stołową, srebra itp. W latach 50 – tych nad lodówką pod schodami znaleziono zamurowana porcelanę, kryształy i rzeźby. Stan rzeźb był bardzo zły. Ręczniki, w które było to owinięte, były zbutwiałe. Przedmioty te uległy poważnemu zniszczeniu. Do dzisiejszego dnia zachowało się ich niewiele….(..) Pałac przeszedł gruntowny remont i przebudowę, mieści się tam teraz Zasadnicza Szkoła Rolnicza. W pałacu w Śniatowie, również przebudowanym, znajduje się Dom Opieki Starców. Cmentarz na górze Bukowej wymaga doprowadzenia do porządku, reperacji ogrodzenia, oczyszczenia, wykonania nowych symbolicznych płyt z nazwiskami i imionami dotyczącymi wszystkich tam pochowanych.

Wśród wielu informacji, wiadomości i przypuszczeń otrzymałem i taką, że pastor Scheel za cenę pozostawienia go w Kamieniu z żoną miał zdradzić tajemnicę ukrycia pewnych argentaliów z zaginionego zespołu skarbca, któremuś z wojskowych z komendantury miasta. Czy do takiej transakcji doszło nie wiadomo – pastor został bowiem wysiedlony w pierwszej kolejności. Może dziś boi się i wstydzi, że kiedyś za cenę ratowania skóry handlował tymi. Opowieść ta pasuje do naszej sprawy. Może jakiś wojskowy, może ktoś z pierwszych mieszkańców, zorientowawszy się w wartości obiektów schował je tymczasowo, a po pierwszym okresie niepewności powojennej zabrał ze sobą te cenne przedmioty. Co mogło się stać z ośmioma dość dużymi obrazami złożonymi w kościele, po których zostały w katedrze tylko ramy. Były to XVII i XVIII wieczne portrety dostojników kościelnych.

W Benicach szukali i kopali wszyscy – wojskowi, pierwsi osadnicy i późniejszy gospodarze. Szukano w pałacu i wielu innych miejscach. Znajdywano różne przedmioty, przeważnie codziennego użytku – srebra, porcelany, ogromne ilości wina. Jeszcze dziś można spotkać wykopy i doły.

Ciąg dalszy tekstu – już jutro (21.07)