DSC08810

Burmistrz Leszek Dorosz, w rozmowie z naszą redakcją o inwestycjach, planach na ten rok, sytuacji w oświacie oraz gminnych spółkach.

Pokazał Pan planowaną listę inwestycji na przyszły rok. Czy jest szansa na wykonanie czegoś ponad program?

Na liście prezentowanej na sesji są 34 zadania. Jednak by móc je zrealizować trzeba wykonać dochody. Tutaj rodzi się problem, bo ambitne założenia dotyczą kwoty 10 mln 200 tys. złotych z tytułu sprzedaży nieruchomości. Co prawda dla Międzyzdrojów to sprzedaż jednej dużej działki, czyli tak naprawdę wystarczy jeden potencjalny inwestor. Pytanie na ile realne jest pozyskanie takiego inwestora? Mówimy tu o kimś z dużym potencjałem i pomysłem, kto nie tylko kupuje, ale też buduje.

Byłem i jestem dobrej myśli, jeżeli chodzi o taką sprzedaż. Od jesieni rozmawialiśmy z dużym inwestorem. Teraz to już nie jest tajemnica, że nasz niedoszły inwestor Tadeusz Gołębiewski nie będzie jednak budował swojego kolejnego ośrodka właśnie w Międzyzdrojach. Skorzystał on z bardzo dobrych warunków i 21 hektarów nad samą wodą w Łebie. My niestety nie mamy takich terenów w pierwszej linii, czyli zaraz przy plaży. U nas w grę wchodziły dwie działki w zachodniej części promenady albo 15 hektarów w głębi terenu. Z tytułu realizacji tej inwestycji liczyliśmy na co najmniej 2 mln zł z tytułu samych podatków. Niestety nie wyszło, więc jesteśmy na etapie kolejnych rozmów.

Po przetargach, które odbyły się w grudniu okazało się, że dobrze sprzedają się małe działki. Musimy zastanowić się nad tym, czy duże tereny nie podzielić i nie sprzedawać małych działek. Nie rezygnujemy jednak z inwestycji, tym bardziej, że kilka z nich ma już zagwarantowane dofinansowanie. W styczniu ogłosimy przetarg na przebudowę Mieszka, Sportowej i Myśliwskiej. Zrobimy na pewno Książąt Pomorskich. Oświetlenie Gryfa Las jest już po przetargu. Są to zadania, którymi rozpoczynamy nowy rok – pięć ulic i oświetlenie jednej z nich. Kolejne będą zależały od naszych dochodów. Duże zadania, które będą realizowane, to dokumentacja wykonywana dla nas na prace w Sołectwach. Tam dofinansowanie może wynosić nawet do 100%. Mam tu na myśli rozbudowę mariny o hangar do zimowania jachtów, parking i drogę dojazdową do jeziora, port rybacki, skansen i ścieżki spacerowe. To wszystko znajdzie swoją realizację począwszy od jesieni przyszłego roku. Jesteśmy na wstępnej liście projektów kluczowych, pozakonkursowych. Zrealizujemy też dużo małych zadań takich jak siłownia na wolnym powietrzu czy skatepark.

Co z kwestią modernizacją oczyszczalni i sieci kanalizacyjnej? Czy Międzyzdroje będą musiały płacić kary?

Nie, nie ma takiego zagrożenia. My w tej chwili mamy około 97% skanalizowania aglomeracji. Jeden z ostatnich odcinków skończyliśmy w ubiegłym roku, a kolejny, od ulic Garażowej do ronda, wykonamy wkrótce. To ostatni nieskanalizowany teren. Mieści się on w normach, które nie spowodują nałożenia na nas kar.

Jakiś czas temu rozmawialiśmy na temat budowy dwóch dużych parkingów. Środki miały pochodzić z porozumienia samorządów pod egidą powiatu. Temat upadł, czym to było spowodowane? Rezygnujecie z tych inwestycji?

Idziemy dwutorowo, szukamy sami dofinansowania zewnętrznego, upieram się, że źle zostały odczytane przez urzędników Urzędu Marszałkowskiego wytyczne unijne i zaostrzone kryteria przez UM są błędem. Aby uzyskać dofinansowanie, trzeba było wykazać redukcję generowanego dwutlenku węgla. Trudno nie mówić o redukcji, jeżeli ludzie korzystając z parkingów nie wjeżdżają do miasta, tylko na jego rogatkach zostawiają samochody i korzystają z samochodów elektrycznych do przewozu grup oraz rowerów np. dla jednodniowych turystów. To zdecydowana redukcja CO2. Jednak urzędnicy marszałka zdecydowali, że to mają być centra przesiadkowe. Czyli można się przesiąść z samochodu do komunikacji miejskiej. To możliwe, ale w dużych aglomeracjach nie w miasteczkach czy na wsiach. Przecież to absurd, autobus ma dojeżdżać do plaży? Trzeba by założyć spółkę komunikacyjną, kupić autobusy i to błędne założenie spowodowało, że straciło rację bytu nasze porozumienie międzygminne. Będę jednak zabiegał w styczniu u marszałka, aby znaleźć dofinansowanie z innego źródła. Parking jest potrzebny Międzyzdrojom.

Na sesji akcentował Pan kwestię środków wydawanych na administrację publiczną. Urząd Miejski nie kosztuje za dużo podatników?

Ja wiem, że to jest taki temat, przed którym politycy, samorządowcy i rząd się broni. Wszyscy się z tego tłumaczą, żeby ludzie nie pomyśleli, że marnotrawimy publiczne pieniądze. Bezsporne jest, że koszty administracji w Międzyzdrojach maleją. Jest to niewielki spadek, ale jest. Warunkuje się on naszymi zadaniami oraz oszczędnościami wewnętrznymi. Można wydawać więcej na delegacje, materiały lub je ograniczyć do bezwzględnego minimum nie redukując zatrudnienia. Uważam, że największym błędem jest oszczędzanie na wynagrodzeniach ludzi, bo to oni są motorem naszej gospodarki. Każdy popyt generuje konieczność produkowania. Gdyby na terenie kraju nadmiernie oszczędzano, zwalniano ludzi, to kto przyjechałby do Międzyzdrojów? Kogo byłoby na to stać? Wynagrodzenia muszą być na godziwym poziomie. Tym bardziej, że rząd obdarowuje nas dodatkowymi zadaniami, pojawiły się środki europejskie, zatrudnienie musiało więc wzrosnąć. Międzyzdroje naprawdę dbają o to, żeby pracownicy za swoją prace otrzymywali godziwe wynagrodzenie, ale również by były one pod kontrolą i zgodne z normami.

Chciałbym zapytać o kwestie oświatową. Kamień dokonuje cięć, to samo ostatnio miało miejsce w Świerznie. Co ze szkołą w Wapnicy, nie boicie się, że po zmianach w prawie, przeforsowanych przez PiS o wiele trudniej będzie dokonywać jakiekolwiek zmiany w oświacie?

Patrząc na rachunek ekonomiczny, to koszty nauczania w tej szkole, nie bronią się w żaden sposób. Dla nas jednak istotne jest, że ta placówka, na terenach trzech sołectw, pełni inną funkcję. Mamy jedną szkołę wiejską, wokół której gromadzą się rodzice, uczniowie, są koła zainteresowań. Jest tam też przecież przedszkole, odbywają się w niej zajęcia pozalekcyjne, jest boisko ORLIK. Jest to kulturalne centrum aktywności wiejskiej. Naprawdę pod tym względem trzeba się zastanowić czy likwidacja jest właściwa. Specjalna komisja oświatowa, która pracowała w ubiegłym roku, wypracowała stanowisko, że daje szkole kilka lat na pokazanie efektów edukacyjnych. Szanuję to, jest to decyzja komisji Rady Miejskiej. Zaufajmy ludziom, jeżeli po trzech latach okaże się, że dzieci ubywa, koszty rosną – to pewnie do takich decyzji trzeba będzie dojrzeć. I wtedy sprawdzone argumenty przedstawimy kuratorowi, który myślę, że przychyli się do naszego zdania.

Ujawnił Pan finanse spółek. To dowód na to, że nie ma Pan nic do ukrycia?

Nigdy nie miałem, myślałem tylko, że KRS wystarczy każdemu. Nie ma obligatoryjnego nakazu publikowania informacji w Biuletynie Informacji Publicznej. Zawsze uważałem, że spółki to nasz sztandarowy pomysł, pozwalający wykonywać część zadań poprzez ich zaangażowanie, z korzyścią dla społeczności. Spodziewałem się, że zostanie to dostrzeżone i ktoś powie „Leszku wpadłeś na wspaniały pomysł, zrealizowałeś wiele zadań od 2007 roku”. Okazało się jednak, że spółki stały się celem ataków opozycji, która liczy na to, że ludzie nieinteresujący się faktami poprzez ciągłe powtarzanie im, że jest coś do ukrycia, że spółki to coś złego, tajemniczego i kosztownego dla gminy, opowiedzą się przeciwko Doroszowi, który coś ukrywa. Nie spodziewałem się takiego czegoś, teraz już wiem, że to narzędzie polityczne moich wrogów, które z rozsądkiem i prawdą nie ma nic wspólnego.

Przecież nie można połączyć spółek z odmiennych branż, wodno-kanalizacyjnej, mieszkaniowej czy obsługującej marinę. Musielibyśmy zakresy i statuty wrzucić do jednego worka, pod hasłem, że to daje oszczędności. Jednak przeciwnie, wiązałoby się to ze wzrostem zatrudnienia, powołaniem np. wiceprezesów, dyrektorów wykonawczych czy kierowników. Byłaby pokusa tworzenia molocha, który wcale nie byłby tańszy. W dwóch spółkach celowych gminy mamy jednoosobowe zarządy oraz minimalną ilość osób w składach rad nadzorczych. W jednej spółce członkowie rad nie pobierają wynagrodzenia, tylko pieniądze za przyjazd. Chodzi o to, żeby było taniej, a gdzie może być taniej, niż w kancelarii, która obsługuje równocześnie gminę. W opiniach, które się przewijają jest dużo nieprawdy. Spółki mają określone zadania, wiadomo czym się zajmują. W momencie, kiedy zrealizowane zostaną projekty na promenadzie, spółka zostanie rozwiązana. Kiedy spółka „Nowe Centrum” wykona swoje zadanie stanie się to samo. Majątek wróci do gminy w postaci umorzenia udziałów, czyli Gmina bezpłatnie uzyska to, co jest budowane. Mamy 100% udziałów, więc mamy całkowite prawo do dysponowania majątkiem. Aby coś sprzedać, musimy mieć też zgodę Rady, która decyduje o wszystkim, co dzieje się z majątkiem.