fot. Archiwum (Przemysław Kaczorowski i Bronisław Karpiński w trakcie jednej z sesji Rady Miejskiej)

Najprawdopodobniej 12 grudnia 2017 roku poznamy finał sprawy powództwa Kamieńskiego Towarzystwa Budownictwa Społecznego przeciwko byłej prezes Renacie Bielaszewskiej – Mamzer. Dziś (17.10) odbyło się kolejne posiedzenie Sądu dotyczące żądania zwrotu ponad 70 tys. złotych jakie na przestrzeni dwóch lat z tytułu nagród i tzw. dodatku gwarantowanego wypłacono byłej prezes. Pogłębiło ono obraz niezbyt sprawnie funkcjonującego szwajcarskiego zegarka jakim miał być w ocenie Bronisława Karpińskiego KTBS w minionych latach.

Sprawa toczy się o niemałe pieniądze. W ocenie mecenasa Przemysława Gardockiego reprezentującego obecnie KTBS zachodzi podejrzenie, że pieniądze wypłacane w minionych latach Renacie Bielaszewskiej – Mamzer, zostały przyznane na podstawie czynności nieważnych. W zasobach KTBS oraz Gminy Kamień Pomorski brak jest stosownej dokumentacji dotyczącej przyznanych Renacie Bielaszewskiej – Mamzer nagród czy dodatków w 2013 i 2014 roku. Nie ma żadnych dokumentów dotyczących zgody na dojazdy i dokształcanie się.

Lex TBS – czyli prawo „wewnątrzspółkowe” w kawiarni

Choć także według dzisiejszych zeznań obecnej księgowej KTBS, w spółce oprócz jednej uchwały nie było żadnych dokumentów dotyczących kwestii finansowych, to według linii obrony, wszystko wygląda jak „polowanie na czarownice” i zemsta polityczna.

– Byłem radcą prawnym urzędu, oraz zasiadałem w dwóch innych spółkach. Jak doszło do zmiany władzy w Kamieniu, zostałem odwołany z funkcji. Nie wiem co stało się z dokumentami – zeznawał dziś Przemysław Kaczorowski.

Przygotowywaniem zaginionych projektów Kaczorowski zajmował się osobiście. Wszystkie miały znajdować się w odrębnym segregatorze. Co ciekawe, nie było repetytorium, ani żadnego wykazu, w którym byłyby wymienione podjęte uchwały. Jak zeznawał były przewodniczący, Rada Nadzorcza zbierała się w siedzibie spółki, na marinie – bo była tam kawiarnia – czy też gabinecie burmistrza. Choć Przemysław Kaczorowski nie wie, co stało się z dokumentami w spółce, to wie dlaczego brak jest stosownych papierów sygnowanych przez ówczesnego Burmistrza stojącego na czele zgromadzenia wspólników.

Tak naprawdę, w związku z tym, że pełniłem jednocześnie obsługę prawną urzędu miejskiego, byłem pośrednikiem pomiędzy Burmistrzem a spółką. Kwestię wynagrodzeń, ustalania, zasad odbywały się z udziałem Pani Prezes i Burmistrza. Byłem zawsze dostępny na miejscu. Na spotkaniach, które odbywaliśmy była ustalona kwestia podwyżek, premii czy dodatkowych świadczeń. Jeżeli Burmistrz ustalał jakąś zasadę, kwotę to wtedy ta sprawa stawała na Radzie, a ta podejmowała uchwałę, Burmistrz ją zatwierdzał adnotacją na przygotowanej przeze mnie uchwale i tak to się odbywało – tłumaczył Przemysław Kaczorowski.

Choć prawo mówi jasno, że w wyżej określonych kwestiach potrzebna była uchwała zgromadzenia wspólników – czyli Burmistrza Kamienia Pomorskiego, która powinna znajdować się także w gminie – najwyraźniej były przewodniczący Rady Nadzorczej nie zawsze stosował się do tej reguły albo robił to kiedy chciał. Było to swoiste „lex KTBS” – kiedy dokument miał trafić „na zewnątrz”, robiono to tak jak mówiła stosowna ustawa, natomiast w przypadku nagród czy premii byłej Prezes, przewodniczący Rady Nadzorczej szedł trochę „na skróty”.

– Czy w tym wypadku dotyczącym nagród była wymagana uchwała zgromadzenia wspólników? dopytywał reprezentujący KTBS Przemysław Gardocki.
Dla mnie wyrażeniem zgody w mojej uchwale, było jak zeznałem wyrażeniem zgody jednego wspólnika (przyp. red. obecny na posiedzeniach Burmistrz miał sporządzać adnotacje), nie potrzebowałem żadnych dodatkowych dokumentówwyjaśniał Kaczorowski.
– A kiedy było podwyższenie kapitału spółki, to też była „zgoda na kwicie”?drążył temat Gardocki.
Nie, no on (przyp. red. dokument) „wychodził” do rejestru sądowego, więc robiono to wtedy na odrębnych dokumentach. Był to po prostu akt innej rangi, taki „wewnątrzspółkowy”. Wynikało to z ustaleń i praktyki w urzędzie. Nie było na to żadnego regulaminu. Rada Nadzorcza też nie miała żadnego regulaminu – stwierdził Kaczorowski.

Rada nadzorcza z członkiem widmo

Podczas dzisiejszej rozprawy, swoje zeznania składała także ostatnia z byłych członkiń Rady Nadzorczej (oprócz Kaczorowskiego zasiadała w niej Katarzyna Łęczyńska Caronia). Agnieszka Ujazdowska, już na samym wstępie zeznała, że była związana ze spółką od 2009 roku, choć co ciekawe KTBS powstało dopiero rok później. Nie widziała ona, ani nawet nie kojarzyła mającej zasiadać przez blisko dwa lata innej członkini Rady Nadzorczej.

Wystarczyło kilka pytań Sądu, aby Ujazdowska poddała pod wątpliwość wcześniejsze zeznania swojego kolegi z Rady. – Dokumenty podpisywał jedynie przewodniczący Przemysław Kaczorowski, nikt nigdy nie robił adnotacji przy mnie na dokumentach, chyba, że później kiedy uchwała trafiała do właściciela. Kiedy były spotkania z Burmistrzem, ten nigdy nie robił żadnych adnotacji – odpowiadała na pytania Sądu Agnieszka Ujazdowska.

Członkini Rady Nadzorczej nie przypominała sobie, aby w trakcie obrad dyskutowano na temat konkretów dotyczących wynagrodzeń i czy kiedykolwiek oglądano dokumenty typu aneksy do umowy byłej prezes. Warto przypomnieć, że zeznająca w czerwcu br. przed sądem inna z członkiń Rady Nadzorczej, która zasiadała w spółce przez 2 lata nie potrafiła wymienić z imienia i nazwiska kto oprócz niej i Przemysława Kaczorowskiego zasiadał w Radzie Nadzorczej. Nie wiedziała nawet czy była to kobieta czy mężczyzna.

– Według mnie Rada składa się z trzech osób, nie pamiętam dokładnie. W jej skład wchodziłam ja i pan Kaczorowski a trzeciej osoby nie pamiętam. Nie pamiętam jak często zbierała się rada nadzorcza, nie pamiętam żadnych posiedzeń Rady Nadzorczej, wydaje mi się że były podejmowane jakieś uchwały, ale ja nie pamiętam. Nie mam żadnej wiedzy na temat wynagrodzenia pani prezes, nie wiem jakiej wysokości było określone. Nic nie wiem na temat obniżania i podwyższania wynagrodzenia pani prezes, nie wiem też nic że nie było wstrzymane jej wypłacanie wynagrodzenia. Nie pamiętam tego trzeciego członka Rady Nadzorczej. Wydaje mi się że to był mężczyzna, w trójkę się spotykaliśmy… nie pamiętam gdzie, chyba w kancelarii u pana Kaczorowskiego w Szczecinie, spotykałam się tam z panem Przemysławem. Nie wiem ile było spotkań w kancelarii ale było to u Pana Przemka. Nie przypominam sobie, żebym głosowała nad jakąś uchwałą. Wydaje mi się, że podpisywałam tylko jakieś dokumenty, ale nie wiem przez kogo przygotowane – zeznała Katarzyna Łęczyńska – Caronia.
Czy zna Pani, Agnieszkę Ujazdowską? – dopytywała sędzia.
– Nie, nie znam – odpowiadała Łęczyńska – Caronia.
Jak Pani znalazła się w składzie Rady Nadzorczej?
– Pan Przemysław Kaczorowski polecił moją osobę ówczesnemu burmistrzowi Kamienia Pomorskiego, ja udałam się na rozmowę z panem Burmistrzem i to tyle. Początkowo nie było wynagrodzenia przyznanego, a potem chyba otrzymywałam 400 zł. Nie wiem dokładnie za co – zakończyła swoje zeznania Łęczyńska – Caronia. 

Ustawa antykorupcyjna też nie była straszna

O tym jakie podejście do przepisów prawa obowiązywało w minionych latach w gminie Kamień Pomorski można było sobie wyrobić pogląd już w 2013 roku. W Biuletynie Informacji Publicznej Gminy Kamień Pomorski można natrafić na oświadczenia majątkowe Renaty Bielaszewskiej – Mamzer z których wynika, że przez lata ówczesny Burmistrz przymykał oko na łamanie tzw. Ustawy antykorupcyjnej przez byłą Prezes, zezwalając na jednoczesne prowadzenie przez nią działalności gospodarczej oraz zasiadania w spółce KTBS (poniżej oświadczenie za 2010 roku oraz jego korekta).

Nawet po interwencji wojewody, Bronisław Karpiński nie zdecydował się na wyciągnięcie konsekwencji wobec byłej prezes. Finał sprawy ewentualnego naruszenia Ustawy kominowej poznamy najprawdopodobniej 12 grudnia.