2

W ostatnią sobotę 19 marca br. odbył się jeden z ciekawszych półmaratonów w kraju wchodzących w skład Korony Polskich Półmaratonów w 2016 roku. W Sobótce już po raz dziewiąty dystans 21 kilometrów i 97 metrów pokonało 4417 zawodników z 16 krajów. Wśród nich wystartował „Nasz”, czyli Marek Szymański, Reprezentant Klubu Biegacza Kamień Pomorski. Poszło mu średnio. A co działo się na trasie … opowie już sam … czytajcie „gorący reportaż :)

Bieg w Sobótce potraktowałem treningowo. Nie zależało mi na czasie. Moim priorytetem jest zdobycie Korony Polskich Półmaratonów. Do Sobótki przyjechałem w piątek 18 marca br. przed godziną 17. Szybkie rozpakowanie i wędrówka do Biura Zawodów w celu odbioru pakietu startowego, a później zasłużony odpoczynek.

Dzień startu – sobota 19 marca br. przywitał wszystkich lekkim chłodem. Kilka tysięcy „wariatów” poruszało się w swoim tylko obranym rytmie czekając na sygnał startu. Wreszcie o godzinie 11:00 po wystrzale armatnim wystartował dziewiąty PANAS Półmaraton Ślężański. Mi się nie spieszy. Przede mną  do pokonania 21 kilometrów i 97 metrów, niby nic przecież w ubiegłym roku zostałem maratończykiem, pokonałem sześć podobnych dystansów, lecz na płaskiej trasie. W przypadku sobotniego biegu na wszystkich czekała trudna trasa ze względu na liczne podbiegi, zwłaszcza na Przełęcz Tąpadła. Należy wspomnieć, iż najdłuższy podbieg miał łącznie 9,3 km. Nie przejmując się tym ruszyłem by pokonać kolejny półmaraton, a pierwszy w ramach Korony. Na dzień dobry przywitał mnie dwukilometrowy podbieg do miejscowości Strzegomiany.

8

Po minięciu znaku koniec miejscowości rozpoczął się kilku metrowy zbieg (To co lubi każdy biegacz). Niestety długo się nie cieszyłem, gdyż znowu zaczęły się małe podbiegi, zbiegi i tak w kółko. Chociaż trasa była piękna. Podczas biegu mogłem podziwiać piękny krajobraz Parku Ślężańskiego. Między 7, a 9 kilometrem czekał na mnie najtrudniejszy podbieg na Przełęcz Tąpadła. Gdy wgramoliłem się na sam szczyt to zaczął się dwukilometrowy, ostry zbieg, który wykorzystałem i zdołałem kilkaset osób wyprzedzić. Niestety nogi już dawały osobie znać, lecz ja się nie poddawałem. Na mnie czekały kolejne podbiegi i zbiegi i tak, aż do samej linii mety. Po 2 godzinach 19 minutach i 46 sekundach walki przekroczyłem linię mety, gdzie odebrałem zasłużony medal. Następnie przemieściłem się do nowoczesnej Hali Sportowej, gdzie na wszystkich czekał regeneracyjny posiłek.

Jestem zadowolony, ponieważ po raz pierwszy w mojej krótkiej historii z bieganiem zdołałem pokonać tak trudno trasę. Czy wybiorę się za rok do Sobótki na jubileuszowy bieg ? Tego jeszcze nie wiem. Aktualnie przede mną krótki odpoczynek, który potrwa do 3 kwietnia br. kiedy to wystartuje w 6. Pabianickim Półmaratonie. Do zobaczenia na ścieżce rowerowej.

KKB