Tegoroczne niemal na półmetku, ale okrzyki sprzedawców na plażach jeszcze długo pozostaną nam w pamięci. Sprzedawcy zrobią wiele, aby kupić to właśnie ich towar. Najwięcej zarabiają ci pomysłowi. Dlatego wymyślają wierszyki, aby zachęcić klientów. Czy im się to udaje? Jak mówią sami – im sprośniejszy okrzyk – tym więcej klientów.

Przed laty na świnoujskiej plaży furorę robił mężczyzna z rowerem i prowizoryczną lodówką. Sprzedawał wówczas dwa rodzaje lodów: bambino w czekoladzie i śmietankowe bez czekolady. Jego okrzyki pamiętają całe pokolenia nie tylko świnoujścian. Wśród nich najpopularniejszy: Moja babcia chorowała, zjadła loda wyzdrowiała.

A co dziś krzyczą plażowi sprzedawcy? 

Ciepła woda, świeci słońce, naleśniki mam gorące.
Kukurydza w dzień upalny wzmacnia popęd seksualny i dla pani i dla pana kukurydza gotowana.
Piwo jest dobre, piwo pić trzeba, kto pije piwo idzie do nieba.
Żono, żono, namów męża, jagodzianka wskrzesi węża.
Hej tam ludzie, czy wy śpicie? – jagodzianek nie widzicie?!
Nawet Neptun wyszedł z wody, by spróbować nasze lody.
Nawet Papież w Watykanie pije piwo na śniadanie.
Mężu, mężu, nie bądź głupi – niech ci żona piwo kupi.
I prezydent w Belwederze kukurydzę od nas bierze.
Jeśli nie zjesz naleśnika to wieczorem nie pobzykasz.
Dziadek nie mógł, babcia chciała, kukurydza się przydała