Wywiad Balazs

Prezentujemy rozmowę z byłym Ministrem Rolnictwa, byłym posłem na Sejm RP kilku kadencji, Honorowym Konsulem Węgier – Arturem Balazsem.

Jak Pan ocenia proces zmian przebiegający obecnie w kraju?

– Wielokrotnie mówiłem publicznie o tym, że Platforma totalnie zawłaszcza Państwo oraz wszystkie jego struktury, upartyjniając je. O to miałem największe pretensje do Platformy. Obecnie nastąpiła zasadnicza zmiana polityczna, PiS jest autentyczną alternatywą dla PO, i PiS w dużo szybszym czasie odzyskuje od Platformy  różne instytucje Państwa – np. administrację. Rodzi to jednak pytanie, czy Prawo i Sprawiedliwość robi to dla siebie, czy dla obywateli? To jest dylemat, na który ja nie mam dziś odpowiedzi.

Można zaryzykować stwierdzenie, że upubliczniane przez opozycje przykłady „Misiewiczów” bez kompetencji poddają pod wątpliwość, że chodzi o dobro Państwa?

Dlatego o tym mówię. Nie chcę jednak wyrokować tak szybko. Chciałbym być obiektywny w tej sprawie. Bardzo ostro krytykowałem PO, zwłaszcza przez ostatnie cztery lata. Uważam, że każda władza musi mieć pewne „wakacje”, czyli spokój, po to by mogła pokazać, co chce robić. Ta władza funkcjonuje dopiero rok i trzeba przyznać, że przez ten okres odzyskała od PO wszystkie struktury władzy administracyjnej, zapanowała w spółkach skarbu państwa. Jak jednak słyszymy sama nie ma satysfakcji z niektórych swoich decyzji personalnych i to akurat jest pozytywny objaw. Jak Pan pamięta Platforma przez osiem lat nigdy nie była niezadowolona z czegoś, co robi. Równocześnie chcę jednak powiedzieć, że jestem za pewną równowagą władzy. Zawsze obawiam się sytuacji, w której jedna formacja polityczna posiada wszystkie atrybuty i struktury władzy – tzn. prezydenta, rząd, marszałka sejmu.

I tu dochodzimy do pewnej granicy, czy nie uważa Pan, że obecnie rządzący chcą jeszcze wejść w sferę, której dla zachowania równowagi nie powinno się dotykać – mam na myśli władzę sądowniczą.

Uważam, że przy obecnej strukturze parlamentu rządzący powinni mieć komfort rządzenia, ale nie może on być pozbawiony kontroli. Tutaj swoją rolę powinna odgrywać zjednoczona opozycja i tej władzy patrzeć na ręce. Jesteśmy na początku tej drogi, nie mam wątpliwości, że ta kadencja będzie trwała pełne cztery lata i wtedy przyjdzie czas oceny działalności i aktywności tego, co z programu udało się zrobić a czego nie. Platforma Obywatelska była mistrzem świata w niedotrzymywaniu zobowiązań wyborczych i przechodziła nad tym do porządku dziennego. Wydaje się, że obecna władza do zobowiązań, które składała w kampanii przywiązuje dużą wagę. Żadna władza nie uchroni się jednak od błędów, to również dotyczy PiS. Najważniejsze jednak, aby umieć się przyznać do błędu.

To ja jednak pozostanę przy problemie. Czy sądownictwo i prokuratura wymaga reformy? Czy nie jest to robione zbyt agresywnie?

Po pierwsze publicznie bardzo negatywnie wypowiadałem się o reformie prokuratury za czasów PO. Uważałem, że prokuratura była korporacją pozbawioną jakiejkolwiek kontroli. Równocześnie przez te lata, w których została wyłączona spod jurysdykcji rządu i nadzoru, stała się jednym z najsłabszych ogniw władzy. Taka była moja ocena prokuratury. To przywrócenie i zmiana generalnie w mojej ocenie była pozytywna. To dobrze, że prokuratura nie jest już bezkarna i ktoś może patrzeć jej na ręce, bo to było bardzo szkodliwe dla samej instytucji i dla obywateli.

Zmiany są widoczne u góry, jednak w skali powiatów przez lata w takich instytucjach jak prokuratury widać stagnację. Czy ten proces powinien pójść dalej?

Staram się nie personalizować swoich ocen. Generalnie nie wyobrażam sobie, żeby ten proces poszedł do końca i nie odnosząc się do naszego terenu, mam przykłady, że on schodzi do prokuratur rejonowych. Mam wrażenie, że żadne ogniwo prokuratury nie będzie uwolnione od tego nowego powiewu.

Wspomniał Pan o realizacji obietnic programowych. Jedną z nich było 500+. W Pana ocenie stać nas na takie dobrodziejstwo? Jest Pan w komfortowej sytuacji, bo jako nieaktywny polityk może Pan powiedzieć szczerze, co na ten temat sądzi.

Ja w każdej sprawie mówię to, co myślę. W tym temacie mam poczucie, że autentyczny sukces 500+ zaskoczył wszystkich w tym najbardziej opozycję. Ten program stał się pewnym paliwem w pozytywnym tego słowa znaczeniu, do rozwoju gospodarczego. Po pierwsze pomaga on najsłabszym i najbardziej potrzebującym. Poprzednia władza nie potrafiła tego zrobić. Po drugie to zobowiązanie wyborcze, które zostało błyskawicznie zrealizowane. Po trzecie, to nie nadwyrężyło budżetu, a wręcz przeciwnie stało się kołem zamachowym do zwiększenia popytu i uruchomienia wolnych mocy przerobowych. Bardzo pozytywnie wpłynęło to na gospodarkę, a pod uwagę trzeba brać to, że duża część wraca w postaci podatków. Ten pomysł wbrew czarnowidzom, podziałał bardzo pozytywnie.

Drugim z takich sztandarowych punktów to ustawa o obrocie ziemią. Nie uważa Pan, że jest ona obecnie zbyt restrykcyjna w obecnym kształcie?

Myślę, że po takim okresie olbrzymiego otwarcia i dowolności sprzedaży poprzez formalne i mniej formalne sposoby jest potrzebny czas, w którym sytuację na rynku ziemi uda się ustabilizować. Byłem negocjatorem, który zabiegał o dłuższy okres przejściowy obrotu ziemią. Bez zarozumiałości mogę powiedzieć, że dobrze się na tym znam. Na terenach naszego regionu, tam gdzie ta ziemia jest najlepsza była taka duża nadaktywność obcego kapitału, że pozbawiła szansy konkurowania naszych rolników. Oni byli przez to za słabi ekonomicznie, bo mieli przeciwko sobie bardzo zwarte grupy. Formuła słupów, podstawiania itd. , wcześniejszej dzierżawy i zobowiązań pozbawiła rolników możliwości nabywania ziemi. To tak jak z przejęciem tej władzy, to wahadło wychyli się w drugą stronę jeżeli chodzi o ograniczenia ale nic złego się przez to nie stanie. Osobiście pochyliłbym się nad sprzedażą mniejszych działek. Uważam, że sprzedaż do 30 arów jest zbyt restrykcyjna. Dotyczy to działek w obrębach miejscowości na cele rekreacyjne i budowlane. Tutaj taki ścisły ogranicznik powinien być zmieniony. Na pewno olbrzymia część rolników i wyborcy PiSu oczekiwali takiej decyzji i to jest wywiązanie się ze zobowiązania.

W kuluarach przewija się nieustannie temat kadencyjności samorządów. Jak Pan obserwując chociażby powiat kamieński ocenia ten pomysł?

Tu nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Uważam, że niektórym samorządowcom przewietrzenie by się przydało i nie mam co do tego wątpliwości (śmiech). Uważam, że są też dobrzy gospodarze, cieszący się autorytetem lokalnym i dla nich i dla społeczności, która chce wybierać dalej swojego wójta czy burmistrza byłoby to niekorzystne. Nie ma więc idealnego rozwiązania. Wokół władz samorządowych często jeżeli pojawia się jakiś problem,  narastają różnego rodzaju patologie, które trwają przez kolejne kadencje i trudno się z tym uporać. Jakiś problem z pewnością jest i trzeba by do tego podejść dość elastynie. Nie wydaje mi się, że takie ograniczenie byłoby dla wszystkich samorządowców dobre.

Co Pan w takim razie powie na temat utworzenia województwa środkowopomorskiego. To zasadny pomysł, czy tak jak mówi PO i PSL, to próba rozparcelowania sejmików trzech województw

To była deklaracja PiSu złożona dużo wcześniej. Ja mam inną ocenę w tej sprawie. Ja wręcz uważam, że 16 województw to jeszcze za dużo. Pamiętam jak rząd, którego byłem członkiem przygotowywał reformę administracji. Myśmy tej decyzji nie udźwignęli politycznie ale wszelkie parametry, które miały kreować tworzenie regionów, wskazują, że najlepszym rozwiązaniem byłoby 12 województw. Uważam, że właśnie w takim kierunku powinno to iść.

Jeżeli chodzi o regiony uważam, że ważniejsze jest nakładanie się kompetencji pomiędzy wojewodami i marszałkami. Ja bym bardziej nad tym się pochylił, jak tę kwestię rozwiązać.Funkcja administracyjna wojewody to jednak uproszczenie. Nad tym z rozwagą i odpowiedzialnością warto by się pochylić.

A co Pan sądzi o pomyśle utworzenia rzecznika nadzorującego środki, którymi dysponują urzędy marszałkowskie. Uważa Pan, że wojewoda jako realizujący politykę rządu w terenie powinien przejąć odpowiedzialność za ogromne środki?

Przychylałbym się do takiej oceny, która przy rozsądnej analizie sytuacji dodałaby nieco kompetencji wojewodzie. Nie rozstrzygam jak daleko, do jakiego momentu. Nie może być jedna sytuacji, w której najważniejszy urzędnik państwowy w regionie jest ubezwłasnowolniony i w zasadzie wszystkie decyzje finansowe, dotyczące środków pomocowych są poza nim. To samo jest z administracją. Dlatego warto się nad relacjami pomiędzy sejmikiem, marszałkiem a wojewodą pochylić. To wymaga pewnej korekty.

Mówi Pan o potrzebie zmian w aspekcie urzędów marszałkowskich, proszę powiedzieć co z powiatami? Co 4 lata w powiecie kamieńskim mamy taki modelowy przykład walki o władzę. W 2010 roku przyjeżdżali tu ważni przedstawiciele ówczesnej partii rządzącej, radnym obiecywano przeróżne stanowiska. Czy to jest normalne?

To drugi aspekt związany z samorządami budzący wiele kontrowersji. Niektórzy są zdania, że szczebel pomiędzy gminą a województwem nie jest potrzebny. Ja uważam, powiat jest bliżej obywatela niż województwo i zawsze to mówiłem. Warto więc popracować nad kompetencjami i niezależnością powiatu. Tu jest sporo do zrobienia, jeżeli chodzi o niezależność powiatu jednak ona musi być związana z niezależnością finansową. Dziś często tak bywa, że przy braku zainteresowaniu marszałka województwa, w powiecie nic się nie dzieje. Uwolnienie powiatów od takiej zależności, o której mówimy, jest warte rozważenia. Ta niezdrowa relacja jest bardzo często związana z personalnymi roszczeniami marszałka, co do układu politycznego w danym powiecie.

Schodząc jeszcze niżej, powiat kamieński i gmina Wolin są szczególnie panu bliskie. Stara się Pan pomagać samorządowcom?

Na pewno nie jest tak, że jeżeli wójt lub burmistrz na terenie gmin ościennych, czy mojego powiatu ma inne poglądy polityczne ode mnie, to ja się dystansuję od ewentualnej pomocy. To nie odgrywa żadnej roli, bo ja generalnie pomagam w realizacji pomysłów obywatelom, starając się to oddzielać od administracji i władzy. Staram się pomagać tym, którzy chcą coś robić. Nie zakłóca tego administracja i samorząd gminny, ale jeżeli on jest sprzyjający i chce pomagać to tym lepiej.

Ostatnio dowiedziałem się, że bardzo się Pan zaangażował w pomoc Vinecie Wolin. Klub boryka się z brakiem środków

To jest problem całkiem lokalnych małych społeczności wiejskich, które oprócz gry w piłkę nie mają zupełnie innego zajęcia. Vineta rozwinęła też współpracę z młodzieżą całego powiatu. Mam tu na myśli szkółki piłkarskie od najmłodszych dzieci po seniorów. Vineta  to trzecia drużyna w rankingu wojewódzkim a Wolin i powiat kamieński to i nieduży powiat i nieduża miejscowość, więc powinno to dawać satysfakcję. Pomagałem Vinecie wielokrotnie. Sport to szkoła charakteru. Lepiej przecież, gdy młodzież ćwiczy zamiast siedzieć przed komputerem czy korzystać z różnego rodzaju używek. Stąd moje poczucie, że ci, którzy chcą coś sami zrobić i się starają zasługują na to, aby podać im rękę. To jedna z inicjatyw, nad którą będę się pochylał.

Druga z inicjatyw, w którą się Pan zaangażował to Grodno i znajdujące się tam Centrum Współpracy Międzynarodowej. Kiedy pojawił się ten pomysł aby przybliżyć kulturę  lokalnemu społeczeństwu ?

Jestem lokalnym patriotą i to dotyczy nie tylko powiatu, ale układu regionalnego. Chciałbym, aby się tu dużo działo. Jeżeli coś robię, to robię to na poważnie, nie robię tego na niby, aby nie było to byle jakie. To instytucja, którą tworzyłem i którą kieruję do dziś, to największa tego typu instytucja w Polsce – Europejski Fundusz Rozwoju Wsi Polskiej. Prowadzi on dziesiątki projektów na terenie całego kraju. Bardzo często, żeby je realizować szukamy przeróżnych miejsc, wynajmujemy pomieszczenia które opłacamy. To dość kosztowne. Kilka lat temu zrodził się pomysł Grodna. Marek Zagórski był już prezesem Funduszu. Założenie było takie, aby stworzyć bazę, zaplecze lokalowe, personalne, administracyjne i taką bazę przyrodniczą, która by mogła być zapleczem dla Funduszu do realizacji dziesiątków programów rozrzuconych po całej Polsce. Wtedy podjęliśmy rozmowy na temat Grodna. Najpierw były to rozmowy na poziomie intelektualnym a później dyskutowaliśmy na temat lokalizacji.

Nie było łatwo z bazą lokalową. W prasie pojawił się cały szereg publikacji na Pana temat

Pamiętam pierwsze anonse, w niektórych mediach, pochodzące od kilku polityków, mówiące o tym, że willa w Grodnie nie dla Balazsa. Było to skrajnie nieodpowiedzialne i śmieszne, bo przecież Fundacja to instytucja, którą tworzyłem, ale jest z nią związanych  wiele ważniejszych nazwisk w Polsce. Trudno sobie wyobrażać, że takie osoby jak premier Jerzy Buzek, minister Ćwiąkalski i najbardziej znani ekonomiści w Polsce jak profesor Orłowski czy profesor Kluza, żeby im przypisać zamiar przejęcia czy zawłaszczenia willi dla Balazsa. Pomijam fakt, że to nie była żadna willa tylko stara zdewastowana do fundamentów stołówka. Mnie nie tyle zmartwiły te publikacje, co stan tego obiektu, jak go zobaczyłem, bo wiedziałem, że trzeba będzie tam zrobić wszystko. Podjęliśmy się tego zadania i stworzyliśmy obiekt piękny, nowoczesny, doskonale położony bo na terenie Wolińskiego Parku obok morza, więc dający też dodatkowe przesłanie. Dziś odbywają się w nim zajęcia pn. „Inna lekcja przyrody”. Do Grodna przyjeżdżają klasy na lekcje przyrody z całego regionu. Nie ma dnia, żeby tam coś się nie działo. Do dyspozycji są nowoczesne laboratoria i eksponaty, dzięki którym młodzi ludzie mogą dotykać przyrody. Udało się stworzyć taki obiekt, udało się na otwarcie zaprosić trzech komisarzy unijnych – w tym obecnego premiera Rumunii, ówczesnego komisarza unijnego. Mamy dwa punkty odniesienia, co do aktywności fundacji w terenie. Dziś w tym roku w Grodnie mieliśmy wielką konferencję dotyczącą odnawialnych źródeł energii. Przyciągnęła ona szereg instytucji non profit oraz wiele ważnych osobistości. Wszyscy, którzy mieli coś do powiedzenia byli tam, w Grodnie. Od marca do dziś, centrum odwiedziło 1500 młodych osób. Każdego dnia odbywają się w Centrum lekcje, warsztaty, kulinarne i ekonomiczne. W weekendy mieliśmy tam już koncerty takich artystów jak Cortez, czy ostatnio jeden z ważniejszych wirtuozów – skrzypek węgierski Sandor Jaworsky. W pierwszy weekend października Grodno odwiedzi Baltic Neopolis Orkiestra. Mieliśmy takie momenty, że zainteresowani nie mieścili się w obiekcie i wystawialiśmy ekrany na zewnątrz. Grodno staje się niezmiernie ważnym obiektem edukacji, kultury i współpracy zagranicznej, a jesteśmy dopiero na początku drogi. Bardzo ważnym partnerem jest dla nas Ambasada Węgierska i szereg programów kulturalnych, edukacyjnych prowadzimy wspólnie. Mam z tego ogromną satysfakcję, więc nie willa dla Balazsa tylko obiekt, który służy obywatelom.