Wszystko było już gotowe. 4 czerwca – data zaklepana w urzędzie. Zaproszenia wysłane do gości, ułożone weselne menu. W szafie wisiała biała sukienka, czekały pantofelki i welon. Ślubu jednak nigdy nie było. Między Nią a Niego wszedł podstępnie ten trzeci – rak…

2016 rok miał być najpiękniejszym rokiem w ich życiu – tym, w którym Dorota przyjmie nazwisko Grzesia, w którym zaczną wspólną drogę, od teraz i na zawsze. Tymczasem był czasem, w którym zamiast patrzeć z uśmiechem w przyszłość wspólnie płakali, bojąc się, czy ta przyszłość w ogóle nastąpi. Zamiast być panną młodą Dorota stała się młodą pacjentką oddziału onkologicznego. Zamiast białej sukni były białe kitle lekarzy, zamiast weselnej sali korytarze szpitala. Zamiast chwil spędzonych z mężem – samotność, tygodnie spędzane w izolatce w towarzystwie kroplówki. Zamiast łez szczęścia był płacz z bezsilności i strachu. Zamiast welonu na pięknie ufryzowanych lokach – wypadające garściami włosy i chusta na łysej głowie. Zamiast życzeń pomyślności na nowej, wspólnej drodze życia dziś jest walka o to, by to życie trwało.

KLIKNIJ TUTAJ, ABY POMÓC!