Do Sejmu wpłynął już poselski projekt ustawy, na podstawie którego za paliwo zapłacimy więcej. Choć ma w nazwie „Fundusz Dróg Samorządowych” tylko połowa wprowadzanej opłaty paliwowej będzie przekazywana na drogi zarządzane przez władze lokalne. W praktyce samorządy zyskają jeszcze mniej, ponieważ wraz z nowym funduszem zniknie dotychczasowy system dotacji dla dróg lokalnych.

Według złożonego w Sejmie projektu, nowa tzw. opłata drogowa będzie wynosiła 20 gr za litr benzyny lub oleju napędowego i ok. 37 gr za kg gazu. Faktycznie o te kwoty, powiększone o VAT, wzrosną ceny na stacjach paliw. Pieniądze, według przekazu, który przebijał się w mediach mają służyć finansowaniu niedoinwestowanych przez lata dróg samorządowych. I tak będzie, ale tylko w mniejszej części.

Według wstępnych szacunków tzw. opłata drogowa ma przynieść ok. 4-5 mld zł rocznie. Z tego połowa środków zasili KFD, czyli drogi krajowe, a druga połowa trafi do funduszu samorządowego. Nie oznacza to jednak, że na drogi lokalne wpłyną dodatkowe co najmniej 2 mld zł.  Według przedstawionej propozycji, wraz z powstaniem funduszu zlikwidowane będą dotychczasowe dotacje na drogi z budżetu centralnego, a więc przede wszystkim Program rozwoju gminnej i powiatowej infrastruktury drogowej, który zastąpił tzw. schetynówki. Według planów w ramach tego programu samorządy powinny otrzymywać 1 mld zł rocznie (choć w tym roku dostały o 1/5 mniej, czyli 800 mln zł). Zatem w praktyce nastąpić ma przesunięcie środków (1 mld zł), które dotychczas zasilały drogi lokalne z budżetu do Funduszu Dróg Samorządowych. Tym samym, jeśli wpływy z nowej opłaty drogowej wyniosłyby 4 mld zł w roku, to z tego drogi krajowe „na czysto” – w dużym uproszczeniu – zyskają 3 mld zł (2 mld zł w ramach nowych wpływów do KFD plus zwiększone środki z budżetu, gdzie m.in. „zwolnią się” środki przeznaczane dotychczas na drogi lokalne), a drogi samorządowe – 1 mld zł (teoretycznie 2 mld, ale stracą jednocześnie 1 mld zł, który dostałyby bez nowego funduszu).

W ubiegłym roku Instytut Badań Rynkowych i Społecznych IBRIS działając na zlecenie Santander Consumer Banku przepytał kierowców z całej Polski na temat ilości przejeżdżanych w ciągu roku kilometrów. Okazało się, że zdecydowana większość jeżdżących samochodami w naszym kraju (71 proc. respondentów) przejeżdżała rocznie nie więcej niż 20 tys. km (w tej grupie blisko 60 proc. osób nie przejeżdżała rocznie nawet 10 tys. km). Na tej podstawie zaryzykować można stwierdzenie, że statystyczny polski kierowca w ciągu roku przejeżdża średnio 15 tys. km. Zakładając, że aby przejechać 100 km potrzebuje on przeciętnie 7,0 litrów ON / benzyny / LPG, a stawka podatku drogowego wyniesie 20 gr / 1 litr + VAT, to łatwo można wyliczyć, że nowa danina fiskalna będzie kosztować ok. 260 zł w skali roku ([15000 / 100] x 7 x 0,25 = 262,50 zł). w projekcie ustawy jest zapis, który wprost mówi, że stawki opłaty drogowej ulegają podwyższeniu na następny rok w stopniu odpowiadającym wskaźnikowi wzrostu cen towarów i usług konsumpcyjnych. Ceny towarów i usług są zaś zależne od … ceny paliwa! A skoro tak, to co roku będzie podwyżka.

Głównym problemem każdego wzrostu cen benzyny jest jednak fakt, iż tak naprawdę nie o pieniądze uiszczane na stacjach benzynowych tutaj chodzi. To często pomijana przez obywateli, za to – oczywiście – kluczowa spirala mechanizmów ekonomicznych. Przedsiębiorcy. Przedsiębiorcy zajmujący się transportem będą musieli podnieść swoje usługi. Jak kończą się takie sytuacje? Zawsze w ten sam sposób – wzrostem cen innych dóbr konsumpcyjnych.

PIS wprowadzając opłatę drogową 25gr do litra paliwa mówi, że te środki maja pójść na fundusz dróg lokalnych. W ustawie jest zapis, ze tylko 50% środków pójdzie na drogi lokalne. Druga połowa pójdzie na fundusz dróg krajowych i w ten sposób ograniczy wydatki budżetu państwa na drogi. Bo tych pieniędzy w budżecie nie ma. Poszły na socjalne wydatki. Tak naprawdę połowa tego podatku pójdzie na sfinansowanie 500plus napisał na jednym z portalu społecznościowych poseł Sławomir Nitras.