DSC01925

To było nieudolne usiłowanie podpalenia – ocenił prokurator mrożące krew w żyłach sceny na stacji Orlen w Kamieniu Pomorskim. Pod koniec sierpnia informowaliśmy o tym, że 57-letni Jan G., na co dzień spokojny murarz, zaczął rozlewać benzynę na stacji przy ul. Szczecińskiej w Kamieniu Pomorskim. Potem próbował wywołać pożar zapalniczką. Na szczęście nic z tego nie wyszło.

Niedoszły piroman trafił do aresztu z zarzutem usiłowania wywołania pożaru wielkich rozmiarów. Mężczyzna przyznał się do winy. I dobrowolnie poddał karze. Prokuratura zakończyła właśnie śledztwo w tej sprawie. Jeśli sąd zgodzi się na ustalone w prokuraturze warunki, murarz trafiłby do więzienia na trzy miesiące, a przez kolejne sześć miesięcy pracowałby społecznie (po 20 godzin w miesiącu).

Ostateczną decyzję o karze podejmie sąd. Termin posiedzenia nie został jeszcze wyznaczony. Jednak wniosek prokuratury wydaje się łagodny. Dlaczego? – Mieliśmy tutaj do czynienia z usiłowaniem nieudolnym. Biegły z zakresu pożarnictwa ocenił, że oskarżony nie byłby w stanie zrealizować swojego zamiaru – wyjaśnia prokuratora Małgorzata Wojciechowicz z Prokuratury Okręgowej w Szczecinie.

Janowi G. udało się wylać na ziemie z dystrybutorów tylko litr benzyny zanim pracownicy stacji zablokowali urządzenia. Podpalenie zapalniczką benzyny rozlanej na ziemi nie jest prostą sprawą, nie mówiąc już o wywołaniu ogromnego pożaru.

Jan G. miał 2,5 promila alkoholu. Stację chciał podpalić w nocy, gdy pracownicy odmówili mu sprzedaży alkoholu. Zdenerwował się, bo cały dzień miał pecha. Najpierw policjanci zatrzymali go, bo jechał rowerem pod wpływem alkoholu. Po przesłuchaniu na komendzie miał problem, aby wrócić do domu, bo policjanci przezornie spuścili mu powietrze z dętek. Zdenerwowany chciał kupić sobie na stacji piwo przed powrotem do domu.

Mariusz Parkitny
Głos Szczeciński