Spotykali się dwukrotnie – nie anonimowo w wielkim tłumie w Warszawie, a w pełni świadomie, w grupie kilkunastoosobowej „spacerowali” pod siedzibą Sądu Rejonowego w Kamieniu Pomorskim. Jak mówili, wszystko w akcie sprzeciwu wobec działań rządzących. Dziś z ust Premier Beaty Szydło mogli się dowiedzieć, że byli elementem dobrze wyreżyserowanej i opłaconej akcji mającej uderzyć w polski rząd.

Żaden przelew na moje konto jeszcze nie wpłynął, a za znicz musiałem zapłacić samśmieje się w rozmowie z naszą redakcją jeden z protestujących.

Protesty w obronie wymiaru sprawiedliwości rozpoczęły się w połowie lipca. PiS po uchwaleniu ustawy o ustroju sądów powszechnych i Krajowej Radzie Sądownictwa zgłosił wówczas projekt ustawy o Sądzie Najwyższym. W ekspresowym tempie – w ciągu zaledwie kilku dni – przepchnął go przez Sejm i Senat.

Najpierw w Warszawie, a później również w ponad 100 polskich miastach, obywatele wyszli na ulice i przed budynki sądów, by zademonstrować swój sprzeciw. Nieprzerwane protesty trwały od 16 aż do 24 lipca, kiedy to prezydent Andrzej Duda niespodziewanie zawetował dwie z trzech ustaw – o KRS i Sądzie Najwyższym.

Ostatnia fala protestów to była dobrze wyreżyserowana i dobrze opłacona akcja mająca uderzyć w polski rząd. Trudno przyjąć, że była spontaniczna – stwierdziła w jednym z wywiadów prasowych premier Beata Szydło.