5

Gdy dowiedziałem się o kolejnym ultramaratonie organizowanym w pobliżu od razu wiedziałem, że muszę tam wystartować. Ultra Cross Maraton to bieg 12 godzinny, w którym mieliśmy pokonać jak najdłuższy dystans. Mogłoby się to niektórym wydawać monotonne, ale biegaliśmy po pętli o długości 2,6 kilometra, jednak jest to trochę mylne spojrzenie na tego typu zawody. W przeciwieństwie do zawodów, które odbywają się od punktu A do punktu B, nie było możliwości, by zostać samemu na trasie zbyt długo, co jest ogromną zaletą. W strefie była możliwość zjedzenia czy uzupełnienia płynów. Organizator również zatroszczył się o to bym jako weganin nie umarł z głodu.

A jak mi się biegło ? Przez pierwsze 30 kilometrów zajmowałem piątą lokatę, później dopadł mnie lekki kryzys więc stwierdziłem, że wypadałoby zwolnić. Pierwszy maraton pokonałem w około 4 godziny. Do 50 kilometra czułem jak nogi bolą mnie coraz bardziej, jednak energii miałem naprawdę ogromny zapas. Znajomi mówili mi, że dobrze wyglądam, że nieźle mi idzie, ale w rzeczywistości wiedziałem, że jest coraz gorzej. Po 50 kilometrze trochę odżyłem, ale nie trwało to zbyt długo, ponadto na 57 kilometrze pękł mi pęcherz na najmniejszym palcu u stopy. Później pękło ich jeszcze kilka, a na swoich butach dostrzegłem trzy krwawe plamy. Żałowałem, że zapomniałem wziąć ze sobą coś przeciwbólowego, by trochę załagodzić ból. Po 70 kilometrze gdy spadłem już na 16 miejsce, rozciągając obolałe mięśnie pomyślałem na głos, że przydałby się jakiś Ibuprom, wtedy to jedna z kibicujących kobiet powiedziała mi, że ma je gdzieś w torbie, a po chwili mi go wręczyła. Podziękowałem jej po czym ruszyłem dalej. Ogólnie starałem się nie spędzać zbyt wiele czasu w miejscu. Jakieś 10 minut od wzięcia tabletki poczułem jakby ktoś zdjął niemalże cały ból z moich nóg. Czułem się trochę niepewnie, ale przyspieszyłem. Inni zawodnicy nie dowierzali własnym oczom widząc, że nagle wróciłem do gry. Niektórzy się śmiali bym zwolnił, ale nie miałem już takiego zamiaru. Dane tempo utrzymałem aż do mety, choć ostatnie dwa okrążenia były już bardzo wymuszone. Ostatecznie w ciągu 12 godzin przebiegłem 104 kilometry 147 metrów (czyli niemalże dwa i pół maratonu) zajmując tym samym 6 miejsce, natomiast w kategorii wiekowej zająłem 2 miejsce. Z pierwszym w kategorii wiekowej przegrałem o nieco ponad kilometr. Poznałem go przed zawodami i tak już ścigaliśmy się od startu aż do mety, choć ostatnie 4 godziny rywalizowaliśmy ze sobą wyjątkowo zaciekle. Gdy zauważył, że nagle zaczynam swą szarżę wyprzedzając przy tym jednego zawodnika za drugim (w strefie zawodnika były wyświetlane wyniki na żywo), zaczął przyspieszać. Wtedy miał nade mną jeszcze ponad 5 kilometrów przewagi. Sam po biegu przyznał, że gdyby nie ja, nie przebiegłby tylu kilometrów, w moim przypadku było podobnie, dzięki niemu przebiegłem znacznie więcej niż byłem w stanie sobie wyobrazić jeszcze przed zawodami.

13

Po biegu każdy mógł skorzystać z prysznica w Karczmie Polskiej Pod Kogutem. Dopiero wtedy przekonałem się w jakim stanie są moje stopy, nie będę się jednak na ten temat rozpisywać gdyż nie jest on zbyt przyjemny. O 20:00 rozpoczęła się dekoracja. Nogi bolały mnie znacznie gorzej niż podczas samego biegu, ale mogłem się ruszać, więc nie było źle. Stanąłem na wymarzonym podium, pogratulowałem rywalom i można było wracać do domu. Miałem takie szczęście, że jeden z biegaczy miał miejsce w samochodzie i podrzucił mnie do Szczecina bym nie musiał biec jeszcze ponad kilometr na dworzec.

Ogólnie polecam tą imprezę każdemu miłośnikowi tego typu wrażeń, bo naprawdę warto. Mam nadzieję, że pomogłem komuś w podjęciu decyzji o starcie w przyszłorocznych edycjach Ultra Cross Maratonu, bo jeśli o mnie chodzi, bardzo prawdopodobne, że jeszcze nieraz tam zagoszczę.

Roman Heimrot