pies

Użytkowników portalu społecznościowego Facebook poruszyła historia opisana przez Fundację Psia Kość dotycząca wygłodzonej, zabiedzonej i zaniedbanej suki z Wrzosowa, której los zakończył się tragicznie. Niestety w ocenie przedstawicieli Fundacji tym razem nie tylko postawa właścicielki czworonoga ale także kamieńskich urzędników nie zasłużyła na pochwałę.

Przy współpracy z Towarzystwem Ochrony Zwierząt w Goleniowie zajęliśmy się sprawą Kamy – wygłodzonej, zabiedzonej i zaniedbanej suki. Pojechaliśmy na miejsce. Piękny domek, a obok niego pies w kojcu jakby z innego świata. W dniu naszej kontroli miała w misce pomidory, ogórki w stanie rozkładu oraz chleb. Totalnie zaniedbana, stan psychiczny opłakany. Oczywiście były tłumaczenia „właścicielki”, że pies jest leczony – piszą przedstawiciele Fundacji.

Właścicielka nie chciała dobrowolnie oddać psa przedstawicielom fundacji, aby ten mógł zostać zawieziony do weterynarza i wyleczony dla niej bezkosztowo.

Zwróciliśmy się do Burmistrza Kamienia Pomorskiego z wnioskiem o czasowe odebranie zwierzęcia. Na koszt Fundacji Kama przebywałaby w domu tymczasowym u Dominiki gdzie byłaby leczona, później mogłaby wrócić do właściciela. Urzędnicy z wydziału ochrony środowiska po otrzymaniu pisma udali się na miejsce i wydali zalecenia, aby właściciel udał się do lecznicy. Urzędnik powinien wydać decyzje a nie zalecenia, to nie leży w ich kompetencji! Następnego dnia właściciel zabrał Kamę do weterynarza i ją uśpił! Bez żadnej próby pomocy psu. Jesteśmy oburzeni postawą urzędników. Gdyby wydano natychmiastową decyzję (zamiast zaleceń) prze urzędników z wydziału ochrony środowiska o odbiorze psa to Kama właśnie leżałaby w ciepłym legowisku. Czy uważano, że nagle po latach właściciel zacznie leczyć psa? Urzędniczka przyznała się w rozmowie telefonicznej do błędu, zapewniła że następnym razem postąpi według ustawy, ale Kamie nikt życia nie zwróci – stwierdzają przedstawiciele fundacji.

Poprosiliśmy o zajęcie stanowiska urzędników, wskazywanych przez przedstawicieli fundacji jako odpowiedzialnych o odniesienie się do podnoszonych zarzutów.

Wszelkie czynności podjęte przez urzędników Gminy Kamień Pomorski miały wyłącznie na celu dobro i troskę o zwierzę. W dniu 24 marca 2016r. po otrzymaniu pisma z Fundacji Psia Kość,  pracownicy Urzędu udali się dwukrotnie pod wskazany adres. Przeprowadzili oględziny stanu przetrzymywania zwierzęcia i ewentualnego zaistnienia przesłanek z art. 6 ustawy o ochronie zwierząt, czyli znęcania się nad zwierzęciem rozumianego jako zadawanie albo świadome dopuszczanie do zadawania mu bólu lub cierpień. Na miejscu oględzin ustalono, że niektóre fakty opisane w piśmie są niezgodne ze stanem rzeczywistym. Pies miał dostęp do jedzenia w miskach (pożywienie nie było stare i zapleśniałe) oraz dostęp do wody, a także budę, która zapewniała mu ochronę przed zimnem i opadami atmosferycznymi, nie przebywał na uwięzi. Nie stwierdzono znęcania się nad zwierzęcieminformuje Wojciech Leszczyński z kamieńskiego magistratu. 

Jak relacjonują urzędnicy, podczas kontroli właścicielka psa chętnie współpracowała i interesowała się zwierzęciem.

– Biorąc pod uwagę wymienione fakty nie było podstaw do wydania decyzji o odebraniu właścicielowi psa zgodnie z wnioskiem Fundacji. Ponadto opiekun zwierzęcia zadeklarował mając na uwadze troskę o zwierzę, że zostanie ono przebadane przez lekarza weterynarii. Przepisy nie dają organom administracyjnym upoważnienia do odbioru zwierzęcia w każdej sytuacji, gdy nastąpi zgłoszenie. Muszą zaistnieć przesłanki wskazujące na znęcanie się nad zwierzęciem, których nie stwierdzono w przedmiotowej sprawie. W dniu następnym właściciel udał się do lekarza weterynarii, który postawił diagnozę dla ok.15 letniego psa: guz wątroby oraz twór wielkości jabłka w przedbrzuszu, co było przyczyną złego wyglądu psa i tego, że nie przyjmował posiłków. Po uzyskaniu od lekarza weterynarii informacji o złych rokowaniach na dalsze leczenie, właściciel psa, mając na uwadze skrócenie bólu i cierpienia zwierzęcia, zdecydował o eutanazji psa.  Wyniki badań zwierzęcia znajdują się w aktach przedmiotowej sprawy. Zarzuty wobec urzędnika w sprawie braku zrozumienia artykułów oraz przyznania się do błędów oparte są na sformułowaniach wyrwanych z kontekstu i nie znajdują odzwierciedlenia w podjętych działaniach i stanie faktycznym sprawy. Inspektor nie poprzestał na oględzinach i ustaleniu stanu faktycznego do czego był zobligowany przed ewentualnym wydaniem decyzji, ale  wykazał również większe zainteresowanie co do dalszego losu zwierzęcia. Wszelkie podjęte czynności miały na celu tylko i wyłącznie dobro zwierzęcia – dodaje Wojciech Leszczyński.