Progi

– Te spowalniacze nie są żadną barierą dla kierowców, wystarczy przejechać środkiem, a można po nich pędzić bezkarnie. Gdyby był gumowy próg na całej szerokości jezdni, być może nie doszłoby do tej tragedii – uważa Tadeusz Pęciak, czytelnik „Kuriera”, wieloletni kierowca zawodowy. Jego zdaniem progi na ul. Szczecińskiej nie spełniają swojej funkcji. Gmina tłumaczy, że wszystko zostało zrobione zgodnie z zasadami bezpieczeństwa.

Jaki spowalniacz?

Pan Tadeusz Pęciak nie kryje oburzenia. Wielokrotnie miał okazję widzieć, w jaki sposób kierowcy z Kamienia, ale także spoza miasta pokonują spowalniacze na ul. Szczecińskiej. To właśnie tu przed dwoma tygodniami doszło do tragedii, w której życie straciło sześciu pieszych. Wjechał w nich pijany Mateusz S., rozpędzonym BMW.

– Gdyby na jezdni leżał gumowy, poprzeczny próg, ten bandzior, wjeżdżając na niego z prędkością 80 czy 100 km na godzinę, uderzyłby silnikiem, rozerwałoby miskę olejową, a samochód daleko by nie ujechał – mówi czytelnik „Kuriera”.

Pan Tadeusz przez wiele lat pracował jako kierowca zawodowy m.in. w szczecińskiej komunikacji. Uważa, że spowalniacze wyspowe, zainstalowane na jednej z głównych arterii Kamienia, nie spełniają swojej funkcji.

– Dwie platformy przykręcone do jezdni, pomiędzy nim kawał wolnego asfaltu. Można je przejechać albo biorąc próg między koła samochodu albo środkiem. Obserwowałem to wielokrotnie. Dzwoniłem w tej sprawie do gminy, ale wszyscy nabrali wody w usta, że niby takie progi proponował wykonawca, że spełniają wymogi bezpieczeństwa. Ja się pytam, jakie wymogi? Dla kogo są przeszkodą? Bo dla tego szaleńca nie były – mówi pan Tadeusz.

Praktyka miejska

Ulica Szczecińska, na której doszło do tragedii jest drogą gminą. Zatem kamieński samorząd, realizując na niej remont, nie miał obowiązku, by na przykład zasięgnąć opinii policji co do rodzaju progów na jezdni. Realizowało ją gostyńskie przedsiębiorstwo drogowe LADA, które w 2012 roku ogłosiło upadłość. W 2013 roku mieszkańcy ulicy próbowali interweniować w sprawie jednego z progów, umieszczonego nieprawidłowo przed przejściem dla pieszych tuż przy miejskim cmentarzu. Sprawa oparła się nawet o Komendę Wojewódzką Policji w Szczecinie. Niedługo po tym próg został zdemontowany.

– Trudno wypowiadać się w tej sprawie, zwłaszcza, gdy pracują biegli i oni oceniają, co wydarzyło się tego feralnego dnia – mówi mł. insp. Grzegorz Sudakow, naczelnik wydziału ruchu drogowego Komendy Wojewódzkiej Policji w Szczecinie. – Policja nie opiniowała kwestii rozmieszczenia progów na Szczecińskiej, ale tego rodzaju spowalniacze, jakie tam są, instaluje się na ulicach, gdzie jeżdżą ciężarówki i autobusy. W Szczecinie np. na ulicy Wierzbowej i w paru innych miejscach. Ten typ progu emituje znacznie mniej hałasu, niż poprzeczne przeszkody ułożone na całej jezdni, a na to bardzo często skarżą się mieszkańcy.

Dodaje, że najlepszym rozwiązaniem byłoby ustawienie fotoradaru lub oznaczenie strefy, by straż miejska mogła się ustawiać się z urządzeniem przenośnym.

Zgodnie z wymogami

Zapytaliśmy w gminie, dlaczego zdecydowano się na taki właśnie rodzaj spowalniaczy. Wojciech Leszczyński, kierownik wydziału gospodarki komunalnej i inwestycji w kamieńskim urzędzie wyjaśnia, że progi zainstalowane na ulicy Szczecińskiej to spowalniacze typowo najazdowe. Zaproponowane przez projektanta zgodnie z wymogami przepisów bezpieczeństwa i spełniające wszelkie parametry.

– Inwestycję przeprowadzała firma LADA z Gostynia, to ona właśnie proponowała takie rozwiązanie, deklarując, że będzie najwłaściwsze – tłumaczy W. Leszczyński, który szefuje wydziałowi od niedawna, a inwestycję prowadzono nie za jego kadencji.

Marzena Domaradzka
Kurier Szczeciński