Kontynuujemy wczorajszy materiał dotyczący relacji nieżyjącego aptekarza – Pana Kazimierza Radomskiego. Poniższy – trzeci już tekst opisuje kulisy poszukiwań bezcennych dzieł sztuki. Informacje zawarte w tekście zostały spisane w latach 90-tych.

W Benicach kopali i szukali wszyscy: wojskowi, pierwsi osadnicy i późniejsi gospodarze. Szukano w pałacu, w okolicznych lasach, w różnych i innych miejscach. Znaleziono różne przedmioty – przeważnie codziennego użytku i srebro, nakrycia stołowe i porcelanę, ogromne ilości wina wieloletniego. Inkunabuły i starodruki znajdujące się na pałacowym strychu bezmyślnie spalono. W zamurowanej skrytce pod schodami oprócz porcelany i szkła były cenne rzeźby gotyckie – jako spróchniałe i zbutwiałe zostały wyrzucone. Jeszcze dziś można spotkać wykopy i doły po poszukiwaczach. Czy tam coś było? Kto się przyzna: czy i co znalazł. Najniebezpieczniejsze było to, że znalezionym przedmiotom, głównie ze srebra, groziło przetopienie na złom. Obiekty te w benickim kościele odnalazł – po uzyskaniu wstępnych informacji w 1946 r., nieżyjący już dziś kierownik Wydziału Kultury Władysław Szczurek. Był on absolwentem Akademii Sztuk Pięknych – malarzem, miał więc zrozumienie do tego typu obiektów. Czy coś oprócz tych dużych obiektów – ołtarza i krzyża – zabezpieczył, czy coś wziął dla siebie? Odwiedzali go koledzy, znajomi malarze, czy może coś trafiło pośrednio do ich rąk. Znajdujące się w Archiwum Wojewódzkim dokumenty w latach 1946 – 1948 zawierają wykazy najrozmaitszych przedmiotów o wartości zabytkowej zabezpieczonych i przekazanych różnym muzeom. Czy wśród nich było coś z interesującego nas zespołu, trudno to nawet ustalić.

Pan Kołoszuk powiedział, że pierwszy raz był w pałacu w zimie 1944 r. nosił konwie po mleku na drugie piętro w pałacu. Po co? Bardzo logiczne – konwia cynowa jako opakowanie zabezpieczające jest idealna – nie koroduje. Można w niej coś zakopać lub zatopić. Niezbyt jasna i czysta jest również rola pewnych osób – księży którzy przed laty pracowali zarówno w Kamieniu jak i w Benicach, choć opinia ta może być dla nich krzywdząca, a domysły nasze niewłaściwe. Podobno pewne obiekty zostały przez nich przehandlowane. Dla mnie nieprawdopodobnym jest, żeby pastor Scheel – najbardziej znający te obiekty, ich wartość, wiedząc, że przetrwały one wojnę, nie zabezpieczył tego w jakikolwiek sposób w Benicach. Co mogło stać się z drewnianym skaramentarium? Jeden z księży z interesującego nas terenu, któremu pokazywałem zdjęcia, zaginionych przedmiotów dłużej zatrzymał wzrok na tym XIII wiecznym krucyfiksie z Limognes i mówił, gdzieś chodząc po kolędzie widział go chyba kilka lat temu. Nawet zwrócił gospodarzowi gospodarzowi uwagę,iż nie stać ich na lepszy, tylko taki bez bęki, śmieszny.

Latem 1967 r. w związku z moimi zainteresowaniami otrzymałem wiadomość,że w Baltische Studien ukazał się artykuł na temat losów skarbca katedralnego. Profesor H. Lesiński wypożyczył mi egzemplarz. Istotnie T.52 z 1966 roku na stronach 133 – 137 Adalbert Holtz omawia losy skarbca i dotychczasowe publikacje na ten temat. Sprawy te „wałkowaliśmy” na plebanii w gronie trzech osób – prof. G. Chmarzyński, ks. Kostynowicz i ja. Kierunek poszukiwań Benice. Odnalazłem pierwszych osadników oraz rodziny będące na robotach przymusowych w majątku Flemmingów. Główna osoba Kołoszuk. Odmówił rozmowy przed kamerą TV. O naszych poszukiwaniach powiadomiłem Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków, Muzeum, Muzeum Regionalne, a nawet udzieliłem stosownych wyjaśnień pracownikom Służby Bezpieczeństwa. W dniu 17 lipca 1968 r. pojechaliśmy z prof. Gwido Chmarzyńskim i księdzem Romanem Kostynowiczem do Golczewa i Benic idąc tropem wskazanym przez A. Holtza. Wchodzimy do kościoła, obchodzimy wszystkie zakamarki, chór. Wchodzę do zakrystii i krzyczę: jest! W zakrystii wisi futerał na mitrę jedna, druga część. Przeszukaliśmy cały kościół bardzo starannie.

Znaleźliśmy tam stary XVI – wieczny dzwon (mały) około 80 kg.,fundacji rodziny Flemmingów, który też został zabrany do katedry i dziś znajduje się w muzeum przykatedralnym. Odnalezienie futerału dało nowy impuls naszym poszukiwaniom. W Benicach przeprowadziłem kilkanaście rozmów z różnymi ludźmi oraz z koronnym świadkiem Kołoszukiem rozmawialiśmy na plebani w Kamieniu kilka godzin. Rozmowa jest nagrana. W Schwerinie w instytucie dr Polenza pracowali dawni konserwatorzy: Paul Viering, G. Ohle i profesor Eggers ( obecnie Hamburg). W 1958 r. Paul Viering otworzył dokumenty co i gdzie zostało schowane, zabezpieczone w 1944 roku od Słupska do Straslsundu, nie wyłączając mienia prywatnego. W 1939 r. ukazała się publikacja G. Bronischa i W. Ohlego „ Kreis Kammin Land” obejmująca powiat. Opracowana do druku II część Stadt Kammin leży do dziś w Schwerinie ( pełny materiał ilustrowany i tekst). Fragmentem tego zbioru jest dokument dotyczący 8 obrazów. Tam też wpadła nam w ręce dokumentacja opracowana przez Vieringa, nadradcy budowlanego urzędu konserwatorskiego w Szczecinie. Od razu zorientowałem się, co to jest. Błyskawicznie, zanim Androchowicz skończył wywiad, przefotografowaliśmy prawie wszystko. Jedną kopię, po wywołaniu zdjęć, otrzymał Wojewódzki Konserwator Zabytków w Koszalinie, jeden komplet otrzymało Muzeum Narodowe w Szczecinie. Bez rezultatów poszukiwawczych… Co się okazuje: w całej Rejencji Pomorskiej opracowano w 1944 r. plan zabezpieczania wszystkich wartościowych dzieł sztuki.

I tak z katedry w Kamieniu wywieziono do Benic – do kościoła: 1. Ołtarz główny XV wiek 2. Krucyfiks 3. 8 obrazów z kaplicy północnej 4. Drewniane sakramentarium. W pałacu znajdowały się: 2. Skrzynia zawierająca mitrę biskupią z futerałem, pastorał, obrus lniany, figury z ołtarza głównego. Dokładne ustalenie zawartości nie jest możliwe, gdyż Gerhard Bronisch, któremu podlegała katedra w Kamieniu i jej zabytki ze skarbcem, zmarł w początkach 1945 roku. Był zaprzyjaźniony z rodziną von Flemming wraz z żoną, bratem i synem. Obiecywali daleko idącą pomoc na miejscu, ale po przyjeździe bezradnie rozkładali ręce. Wszystkie prywatne kryjówki, w lesie, pałacu i obiektach gospodarczych były splądrowane i puste. W oparciu o „ nasze” materiały dziennikarz szczecińskiej TV, znany dokumentalista A. Androchowicz nakręcił film pt. „ Tajemnica skarbca kamieńskiego”. Artykuł Holtza oraz wytypowani rozmówcy okazali się doskonałym materiałem. Ale wątek dokumentu przeplata się z sensacją, takie są prawa TV. Okazało się, iż wszystkie ustalenia i informacje Holtza są bardzo ścisłe i potwierdzają się. Film był trzykrotnie wyświetlany ( dwa razy w programie II). Wynik raczej mierny: jeden czy dwa listy, które ewentualnie można brać pod uwagę.