IMG_8325

W piątek 27 listopada Szymon wypłynął z Saint Pierre w stronę Afryki Południowej. Rozpoczyna się najtrudniejszy etap jego rejsu. Niedługi zaczniemy publikować dzienniki pokładowe z trasy do Reunionu, a póki co słów kilka od Szymona. Jak zawsze z perspektywy praktycznej :)

Saint Pierre na wyspie Reunion wybrałem na postój z kilku powodów. Głównie nawigacyjnych, ale nie tylko. Reunion to wulkaniczna wyspa pod protektoratem francuskim. Ma status taki jak np. Polinezja Francuska, ale już inny niż taka Martynika (która jest jakby francuskim województwem). To tak w uproszczeniu. W każdym bądź razie dla polskich żeglarzy i ich jachtów sprawy graniczne są mocno uproszczone i tanie. Tu w biurze mariny będącym równocześnie kapitanatem portu wypełniłem jeden formularz (francusko-angielski) wjazdowo-postojowy. Nie płaciłem nic. Poinformowano mnie że może, lecz nie musi pojawić się na łódce policja. To pewne novum bo do tej pory na innych francuskich terytoriach sprawy celne leżały w gestii żandarmerii. I faktycznie przyszli w dwójkę, kompletnie w cywilu, żadnej broni, umundurowania. Gdyby nie legitymacje nie widziałbym kto zacz. Nie było standardowych pytań o alkohol, cigaretes czy broń. Mimo zaproszenia nawet nie zbliżyliśmy się do Maxusa. Spytali skąd, dokąd i obejrzeli paszport którego kopie już mieli przefaksowaną. Tyle formalności.

IMG_8398

Sama marina to raczej port miejski bez nastawiania się na przyjezdnych. Większość miejsc zajmują mniejsze łodzie motorowe i motorówki do krótkich wycieczek i wędkowania. Jest trochę jachtów z masztami, ale prawie wszystkie miejscowe. Przez tydzień mojego postoju nie wpłynął, ani nie wypłyną żaden jacht. Faktem jest, że jest już po sezonie, a to rejon w zasięgu działania huraganów. Nie sądzę jednak żeby w sezonie było specjalnie inaczej, bo wolnych miejsc dla gości jest dosłownie kilka. Kilka pomostów z y-bomami do których dostępu bronią faktycznie zamykane furtki. Na kejach woda i prąd. Jest jeden prysznic (z zawsze ciepłą wodą :( ) i jenda toaleta. Raczej bardzo dawno nieremontowane, standard wizualny bardzo słaby, ale w miarę czysto. Aha, przychodzi się zawsze z własnym papierem! :)

Port bardzo dobrze osłonięty od fali. Mocno rozbudowane o dodatkowe ostrogi falochrony dobrze spełniają swą role wytłumiając oceaniczną fale. Z tym, że ja wchodziłem w dość umiarkowanych warunkach, a czasie postoju był często słaby wiatr. Natomiast był to jedyny port na przestrzeni kilku ostatnich lat w którym zrezygnowałem z nocnego wejścia. Przed główkami wycofałem się i przeczekałem ciemności w morzu. Rano okazało się, że miałem racje gdyż wejście zarówno na zewnątrz jak i awanport to nie są „czyste wody”.  Jest sporo przeszkód i to takich które nie są oznaczone lub oznaczone są zwykłą bojką bez oświetlenia. Momentami jest dość wąsko, w jednym miejscy około 12m. Należy naprawdę wchodzić dokładnie w linii nabieżnika. Miejscowi znający wejście kursują oczywiście całą dobę. Nie polecam jednak nocy na pierwszy raz.

IMG_8344

Wybrałem ten port bo jest praktycznie najdalej na SW w grupie Maskarenów. To powinno już po wyjściu stamtąd w dalsza trasę ograniczyć do minimum żeglugę w kręcących wiatrach i prądach, co się zawsze dzieje miedzy wyspami. A jest to zawsze uciążliwe dla samotnika. Zazwyczaj też ta strona wyspy obok wschodniej (tam nie ma portów) jest najbardziej wietrzna, co dla mnie żeglującego bez silnika jest niezwykle istotne. Jest to również najbardziej wyeksponowany brzeg na oceaniczną falę. Ta rozpędza się przez cały (czy też pół) Indyka i rozbija na skałach i falochronach otaczających port. Surferzy są szczęśliwi, ja dużo mniej. Przybój jest przez cały czas niezależnie od kierunku, siły czy też braku wiatru. I właśnie dlatego Saint Pierre stało się moim wiezieniem przez tydzień. Wiatr zdecydowanie siadł, a kilka węzłów jego prędkości, które czasem się pojawiają to zdecydowanie za mało bym mógł bezpiecznie przejść fale przybojowe w główkach portu. Głupio by było rozbić jacht przy 1-2B, a przynajmniej mało ekscytujące.

Niestety nie ma tu kotwicowiska. Wada pierwsza to oczywiste koszty, choć są najniższe na mojej trasie od Wysp Kanaryjskich. Lecz brak jest bezpłatnej alternatywy. Drugi problem to upał. Mimo, że na morzu powiewa czasem 2-3B to w marinie za wysokim falochronem, wciśnięty miedzy jachty nie odczuwam praktycznie żadnej bryzy. Słonce wstało ledwie 3h temu, a ja w kabinie mam 36C pod wentylatorem na II biegu. Sypiam maksymalnie 4h na dobę. Znowu jestem zmęczony lądem.