Wraca temat wprowadzenia podatku wodnego w marinach. Nad projektem prawa wodnego pracuje sejm, a nowe przepisy mają wejść w życie już w lipcu. W efekcie cumowanie jachtem w porcie stanie się potwornie drogie, a zmuszone do zapłaty wysokich podatków porty przerzucą opłaty na turystów.

Nowy podatek, który miałby zostać nałożony na właścicieli portów, przystani czy pomostów uderzyłyby bezpośrednio w miłośników spędzania czasu nad wodą. W praktyce bowiem oznaczałoby to dla nich koszt za cumowanie łódki albo jachtu w ciągu tylko jednej nocy wysokości nawet kilkuset złotych. A porty podniosą ceny nie tylko dla żeglarzy, ale dla każdego korzystającego z pobytu nad wodą.

„Podatek wodny” to zbiorcza nazwa dla wszelkich opłat za korzystanie z terenów nadwodnych. Do tej pory w Polsce tego typu opłaty w ogóle nie istniały, jako że „działalność związana z usługami służącymi do uprawiania rekreacji, turystyki, sportów wodnych oraz amatorskiego połowu ryb” była traktowana na preferencyjnych warunkach. Chodziło między innymi o to, żeby nie wystraszyć turystów. Mniej odwiedzających to przecież mniej środków na rozwój tych terenów. Innymi słowy, do tej pory z portów, marin, pomostów, itp. korzystać można było całkowicie za darmo.

Problem w tym, że tak zwane „grunty pokryte wodami” to w marinach ogromna powierzchnia. Oprócz tego, że miłośnikom spędzania czasu nad wodą nie podoba się sama idea podatku, to wątpliwości budzi dodatkowo sposób jego naliczania. Rząd chce uzależnić wysokość opłat od powierzchni mariny, a nie od, dla przykładu, ilości stacjonujących jednostek.  Dla niektórych marin taki podatek oznaczałby prostą drogę do bankructwa, bo – jak oblicza marina w Kamieniu Pomorskim – w jej przypadku opłata wyniosłaby  około 60 tys. zł.