szpital

46-letni lekarz ze szpitala w Kamieniu Pomorskim naraził życie pacjenta, bo puścił go do domu zamiast zatrzymać w szpitalu i zrobić dokładniejsze badania – twierdzi prokuratura. 72-letni Roman D. zmarł po kilku minutach pod szpitalem – informuje Głos Szczeciński.

Lekarz nie przyznał się do winy. Teraz czeka go proces, bo do sądu wpłynął akt oskarżenia. Według śledczych oskarżony działał nieumyślnie dlatego grozi mu jedynie rok więzienia. Głos Szczeciński poznał kulisy sprawy.

Do tragedii doszło 17 sierpnia 2015 r. Tego dnia pan Roman od rana czuł się źle. Dwa lata wcześniej przeszedł udar. Zażywał leki. Mieszał 435 metrów od szpitala (w śledztwie prokuratura dokładnie to wyliczyła). Na izbę przyjęć przyszedł z żoną. Skarżył się na ból w klatce piersiowej. W szpitalu spędził godzinę i piętnaście minut, choć późnej biegli napiszą, że powinien być tam co najmniej sześć godzin. Badał go Lekarz, specjalista chorób wewnętrznych. Przeprowadził wywiad z pacjentem (znał go z wcześniejszej wizyty w czerwcu) oraz diagnostykę, w tym badanie EKG. Wynikało z niego, że pacjent jest po rozległym zawale, ale nie było wiadomo, czy zmiany są świeże, czy starsze. Lekarz nie przyjął jednak pacjenta na oddział. Zalecił dalsze branie leków i odesłał do domu. 336 metrów od szpitala Roman D. przewrócił się na chodnik.

Mariusz Parkitny
Głos Szczeciński