Radość z rychłego końca przestawiania zegarków dwa razy do roku okazała się przedwczesna. Choć projekt Polskiego Stronnictwa Ludowego uzyskał poparcie wszystkich klubów parlamentarnych, to negatywnie zaopiniowała go Rada Ministrów.

Poselski projekt nowelizacji ustawy o czasie urzędowym na obszarze RP, zakładający stosowanie wyłącznie czasu letniego środkowoeuropejskiego, miał wejść w życie 1 października 2018 r. Jednak na przeszkodzie stoją przepisy unijnej dyrektywy 2000/84/WE w sprawie ustaleń dotyczących czasu letniego.

Zdaniem rządu wątpliwości co do tego, czy wspólnotowe prawo zobowiązuje wszystkie państwa członkowskie do dwukrotnej zmiany czasu w ciągu roku, wynikają z… błędnego tłumaczenia dyrektywy. W polskiej wersji językowej motyw drugi preambuły dyrektywy brzmi: „Jeżeli Państwa Członkowskie zastosują ustalenia dotyczące czasu letniego, dla funkcjonowania rynku wewnętrznego ważne jest, aby wspólna data i czas rozpoczęcia i końca okresu obowiązywania czasu letniego zostały ustalone w całej Wspólnocie”.

Jedynym państwem Europejskiego Obszaru Gospodarczego, które nie dokonuje zmiany czasu, jest Islandia (a w całej Europie jeszcze tylko Białoruś i Rosja). – Jednak gdy dyrektywę w sprawie ustaleń dotyczących czasu letniego włączono do Porozumienia o Europejskim Obszarze Gospodarczym, dla Islandii przewidziano wyraźne wyłączenie.