DSC08222

Rozgrywki klasy A zakończyły się 22 listopada. Miał zostać rozegrany jeszcze jeden (zaległy) mecz Prawobrzeża Świnoujście ze Zniczem Wysoka Kamieńska. Niestety nie doszło do niego. Goście, którzy według terminarza mieli byś gospodarzem ale sami poprosili o zmianę lokalizacji tego meczu, nie dojechali. Oznacza to walkower dla Prawobrzeża i awans na szóstą pozycję w tabeli. W przypadku Znicza nie zmienia się nic, poza tym, że po stronie strat bramkowych dopisane zostały trzy, przez co dołączył on do mniejszości mającej ujemną różnicę bramek.

Co na to „zwycięzcy”. Cieszą się z trzech punktów, czy są rozczarowani brakiem grania? – Zdecydowanie jestem zawiedziony – mówi trener Prawobrzeża Łukasz Kupczyk. – Przygotowywaliśmy się do tego meczu i chcieliśmy grać. Gdybyśmy chociaż otrzymali informację wcześniej, choćby w przededniu, byłoby inaczej. Nie musieliby przyjeżdżać sędziowie, a my zaplanowalibyśmy dzień inaczej. Tym bardziej, że popsuła się pogoda, spadł śnieg z deszczem.

To nie jest pierwszy walkower dla Prawobrzeża w tym sezonie. Wcześniej na mecz z tym zespołem nie dojechała Korona Stuchowo. Co jest zatem tak demonicznego w Prawobrzeżu? Na mecze z pozostałymi przeciwnikami, w tym z Flotą, która gra po drugiej stronie ulicy, dojechali przecież wszyscy, łącznie ze Zniczem i Koroną. – Sam nie wiem – mówi Kupczyk. Raczej chyba mamy pecha, że przeciwnicy akurat na mecze z nami nie mogą się zebrać. Korona umiała się po tym pozbierać i zrobić parę fajnych wyników, natomiast ze Znicza od pewnego czasu napływały niepokojące sygnały i nie wiadomo, czy do wiosny uda się to wszystko pozbierać.

No właśnie. Co się dzieje ze Zniczem? Po porażce 1:8 z Jantarem Dziwnów w ostatniej kolejce rezygnacje złożyli trener Dawid Sandziewicz, prezes Adrian Majewski, kilku zawodników i członków zarządu. Z kim tu w takim razie rozmawiać? Spróbowaliśmy mimo wszystko nawiązać kontakt z byłym prezesem. Oto, co powiedział. – Po meczu z Jantarem złożyłem rezygnację, wraz ze mną trzech członków zarządu i sześciu zawodników. Decyzja jest stanowcza i nieodwracalna. W tej sytuacji nie interesuje mnie już co działo się w klubie w miniony weekend, ani co będzie dalej.

Skoro odeszło tylu piłkarzy to wydawać by się mogło, że nic dziwnego, iż nie zebrali drużyny na mecz. Adrian Majewski jednak zaprzecza. – Do rozgrywek zgłoszonych zostało 26 zawodników Znicza, więc spokojnie mogli mecz rozegrać. Podobno nawet zebrali się, ale nie mieli czym dojechać..

Brak transportu to rzeczywiście poważny problem, ale akurat z Wysokiej Kamieńskiej do Świnoujścia można dojechać i transportem publicznym. Znajduje się tu przecież stacja kolejowa, na której zatrzymują się nawet pociągi pospieszne. Zabrakło jednak organizatora, a tych co zostali przerósł nawet 46-kilometrowy transport. – Byłem w tym klubie przez dziewięć lat wszystkim, od prezesa po sprzątaczkę – mówi rozżalony Majewski. – Za mojej kadencji nie było ani jednego walkowera. Dałem wszystko co było potrzebne do funkcjonowania drużyny. Ale w ostatnim tygodniu na treningach mieliśmy po dwie – trzy osoby. W ten sposób nie da się prowadzić drużyny nawet na poziomie A klasy, w każdym razie ja pod czymś takim się nie podpiszę.

Wszystko, co potrzeba… A co na przykład? – Mieli wszystko zawsze uszykowane, dopięte na ostatni guzik: transport, stroje, napoje itd. Załatwiliśmy sponsorów, godne warunki przygotowań do rozgrywek. Załatwiłem z Kamienia Pomorskiego trenera, którego opłacałem z własnej kieszeni, i kilku zawodników, którzy w ostatnim czasie byli bardziej zaangażowani od miejscowych. Do A klasy awansowaliśmy zawodnikami z Wysokiej, było tylko wzmocnienie dwoma piłkarzami z Kamienia. Chcieliśmy dalej to ciągnąć, mieć stabilną drużynę, ale zostaliśmy zmuszeni do szukania uzupełnień. Organizowałem też w Wysokiej Kamieńskiej atrakcyjne imprezy, np. ogólnopolskie zawody w break dance, turnieje budowlane z udziałem np. Leroy Merlin, czy Bricomarche, organizowaliśmy turnieje old boy’ów Golczewo Cup z udziałem gości z Rosji, Krakowa Wrocławia, a także oldbojami Pogoni Szczecin czy Floty Świnoujście. Jak na A klasę i 1600-osobową miejscowość to chyba sporo? Niestety praca moja nie została doceniona i musiałem zrezygnować, aby nie psuć swojego nazwiska. Nie lubię stać w miejscu, dla mnie muszą być efekty i postęp.

Od prezesa po sprzątaczkę… Czy takiego człowieka da się zastąpić? Jeśli będzie nieugięty, to czy drużyna przystąpi do rundy wiosennej? Byłoby naprawdę szkoda, bo jesienią uzyskała kilka naprawdę fajnych wyników, w końcu jest to jedyna drużyna, która prowadziła do przerwy z Flotą w Świnoujściu! Komuś po prostu zabrakło odpowiedzialności. – Najbardziej szkoda mi boiska – dodaje na koniec Majewski. – Jeśli nikt tego nie przypilnuje to cały trud i nakłady włożone w nie zostaną po prostu zaprzepaszczone.

W świetle powyższego czyż nie inaczej spogląda się na Orła Prusinowo? Ta drużyna straciła w 13 meczach 139 bramek, czyli prawie 14 na mecz, a jednak zawsze była gotowa do grania, wszędzie dotarła, nawet tam gdzie wiedziała, że prawdopodobnie dojdzie do historycznej klęski. Naprawdę czapki z głów.

A Prawobrzeże rozegrało sobie wewnętrzną czterdziestominutową gierkę. Pogoda nie sprzyjała, by grać dłużej. Zawodnicy podzieleni zostali na dwie jedenastoosobowe drużyny, do których trzeba było dołączyć także jednego z kierowników – Roberta Burcharda.

Waldemar Mroczek, za Głosem nad morzem